— Pętaki! — ryknął na nich woźnica i pogroził batem. — Łazicie jak te raki! Nie tarasujcie drogi! Och wy, niedołęgi, ślamazary!
Nasi bohaterowie wzięli nogi za pas i jak przerażone zające rozbiegli się na dwie strony. Senderl natrafił na słup. Zderzył się z nim i jak długi runął na ziemię.
Beniamin wpadł na kosz pełen jaj, który właśnie niosła kurołapka, czyli handlarka drobiem. Jajka potłukły się i powstało istne piekło. Pisk, krzyk i urwanie głowy. Kobieta obsypała dzielnego podróżnika gradem straszliwych przekleństw. W końcu wymierzyła mu siarczysty policzek i na dodatek jeszcze chciała mu wyrwać włosy z głowy. Beniamin przeżył więc całkiem sporo, nim udało mu się wyrwać z rąk przekupki i umknąć w boczną ulicę. Tam spotkał się z Senderlem.
— Oto i masz to wielkie miasto! — rzekł Senderl, ocierając połą płaszcza pot z twarzy. — Tu nie stój, tam nie chodź. Tu nie siadaj. A niech ich jasny piorun!
— To się jeszcze ciągnie od Pokolenia Rozłamu — stwierdził Beniamin, sapiąc niczym gęś. — Wszystko, co tu widzisz, to następstwo Pokolenia Rozłamu, pokolenia wieży Babel: chaos, tumult wypełniony złodziejstwem, grabieżą i rozbojem.
— No to głową do ziemi! Chodź, Beniaminie — powiedział Senderl. — Czas odpocząć! Okropnie wyglądasz, policzek ci płonie. A niech tę bezczelną babę szlag trafi. Wytrzyj twarz. Ta przekupka wysmarowała ci ją żółtkiem.
Rozdział siódmy. Jak z powodu Beniamina doszło do przewrotu w polityce
W jednej z bożniczek Teterywki wrzało od rozmów na temat toczącej się wówczas wojny krymskiej. Zapiecek podzielił się na kilka grup. Każda miała swego prezesa i własną linię polityczną.
Chajkl Głowa ze swoją grupą przejmował się szalenie ciocią Wiktą65. Analizował szczegółowo posunięcia jej rządu. Po prostu rozkładał je na czynniki pierwsze. Wydobywał na jaw wszystkie zatajone plany i rozmaite kruczki.
W swoim czasie Chajkl zajmował się po trosze zegarmistrzostwem. Miał sprawne ręce, był zręczny w posługiwaniu się krążkiem do wytłaczania otworów w macy. Nikt nie potrafił mu dorównać we wznoszeniu szałasów na święto Sukot66. Deseczka do krajania makaronu, stara szufla, półka na mleczne potrawy, półka czulentowa67 i połamany kojec nigdzie i u nikogo tak idealnie nie pasowały do siebie, jak w szałasie jego roboty. Były dopasowane jak w zegarku. Nic więc dziwnego, że ilekroć tylko rozmowa schodziła na tematy techniczne, ludzie z szacunkiem podkreślali: — W tym dobry jest Chajkl. Na tym to Chajkl się zna.