— Jutro? — chórem zawołały kobiety.
— Nie — kasjer pokręcił głową — i jutro nie będzie, i pojutrze. Nie napierajcie, panowie, a to wy mi, towarzysze, stół przewrócicie.
— Jak to? — zawołali wszyscy i w tej liczbie naiwny Korotkow.
— Obywatele! — płaczliwym głosem zaśpiewał kasjer i łokciem odepchnął Korotkowa — przecież proszę!
— Więc jakżeż? — krzyczeli wszyscy i najgłośniej ze wszystkich ten komik Korotkow.
— No, proszę bardzo — ochryple zamruczał kasjer i wyciągnąwszy z portfelu asygnatę, pokazał ją Korotkowowi.
Nad tym miejscem, na które wskazywał brudny paznokieć kasjera, na ukos napisane było czerwonym atramentem:
„Wydać. Za S. Subbotnikowa — Senat”.
Niżej fioletowym napisane było:
„Pieniędzy nie ma. Za tow. Iwanowa — Smirnow”.