— Co sobie życzycie, towarzyszu? — uprzejmie zagruchał falsetem.

Korotkow kurczowo oblizał usta, zaczerpnął w wąskie piersi moc powietrza i rzekł ledwie dosłyszalnie:

— Khm... jam, towarzyszu, tutejszy referent... To jest... no tak, jeżeli pamiętacie rozkaz.

Zdumienie zmieniło ostro górną część twarzy Kalsonera. Jasne brwi jego podniosły się i czoło zamieniło się na harmonijkę.

— Przepraszam — odpowiedział grzecznie — tutejszy referent to ja.

Czasowe oniemienie ogarnęło Korotkowa. Kiedy minęło, wyrzekł takie słowa:

— A jakżeż? Wczoraj, to jest. Ach, no tak. Darujcie, proszę bardzo. Zresztą poplątałem. Proszę bardzo.

Wyszedł tyłem z pokoju i na korytarzu rzekł do siebie ochryple:

— Korotkow, przypomnij sobie, jaka to dziś data?

I sam sobie odpowiedział: