— Co to wy macie?
— Zapałki! — w rozdrażnieniu odpowiedziała Lidoczka — przeklęte.
— Kto tam jest taki? — spytał szeptem przygnębiony Korotkow.
— Czyż wy nie wiecie? — zapytała Lidoczka — nowy.
— Jak to? — pisnął Korotkow — a Czekuszyn?
— Wypędzili wczoraj — z nienawiścią rzekła Lidoczka i dodała, wskazując palcem w kierunku gabinetu — No i gę-ęś. Oto ci sztuczka. Takiego wstrętnego w życiu swym nie widziałam. Wrzeszczy. Wypędzić!... Kalesony łyse! — dodała tak niespodziewanie, że Korotkow wytrzeszczył na nią oko.
— Jak naz...
Nie zdążył Korotkow spytać. Za drzwiami gabinetu wrzasnął straszny głos: „Woźny!”. Referent i sekretarka momentalnie rozbiegli się w różne strony. Przybiegłszy do swego pokoju, Korotkow usiadł przy stole i wygłosił sam do siebie taką mowę:
— Aj, jaj, jaj... No, Korotkow, tyś wpadł. Trzeba tę sprawę naprawić... „Niedorozwinięty”... Hm... Nachał... Dobrze!... Ot ty zobaczysz, jak to Korotkow jest niedorozwinięty.
I jednym okiem referent przeczytał pismo łysego. Na papierze widniały krzywe słowa: „Wszystkim maszynistkom i kobietom w ogóle będą wydane w swoim czasie żołnierskie kalesony”.