Ale zełgane nazwisko nie uratowało profesora od wypadków i zaczęły się one zaraz następnego dnia, od razu naruszając całe życie Piersikowa.
Pankrat, uprzednio zastukawszy, zjawił się w gabinecie i wręczył Piersikowowi wspaniały atłasowy bilet wizytowy.
— On jest tamój — nieśmiało dodał Pankrat.
Na bilecie było wydrukowane wytwornym drukiem:
ALFRED ARKADJEWICZ
BRONSKIJ
Współpracownik pism moskiewskich — „Czerwony Ognik”, „Czerwony Pieprz”, „Czerwony Tygodnik”, „Czerwony Prożektor” i gazety „Czerwona Moskwa Wieczorna”.
— Przepędź go do diablej matki — monotonnie rzekł Piersikow i zrzucił bilet pod stół.
Pankrat zawrócił, wyszedł i po pięciu minutach wrócił z męczeńską miną i z drugim egzemplarzem tegoż samego biletu.
— Ty cóż to, drwisz sobie? — zaskrzypał Piersikow i stał się strasznym.