— Skąd ja mam wiedzieć? — odrzekła Mania, patrząc na księżyc.

— Wiesz, Manieczka, pójdziemy, popatrzymy na jajeczka — zaproponował Aleksander Siemienowicz.

— Jak Boga kocham, Aleksander Siemienowicz, tyś zupełnie obłędu dostał ze swoimi jajeczkami i kurami. Odpocznij cokolwiek!

— Nie, Manieczka, pójdziemy.

W oranżerii płonęła jaskrawa kula. Przyszła i Dunia z płonącą twarzą i błyszczącymi oczyma. Aleksander Siemienowicz delikatnie otworzył szkła kontrolujące i wszyscy zaczęli zaglądać wewnątrz kamer. Na białej azbestowej podłodze leżały prawidłowymi szeregami poznaczone plamami jaskrawoczerwone jajka, w kamerach było głucho... a kula w górze o 15.000 świec cicho syczała...

— Eh, wywiodę ja kurczęta! — z entuzjazmem mówił Aleksander Siemienowicz, zaglądając to z boku przez otwory kontrolujące, to z góry, przez szerokie otwory wentylacyjne: — oto zobaczcie... Co? Nie wywiodę?...

— A wy wiecie, Aleksander Siemienowicz — rzekła Dunia z uśmiechem: chłopi w Koncowkie mówili, że wy jesteście antychrystem. Mówią, że wasze jaja diabelskie. Grzech maszyną wywodzić. Zabić was chcieli.

Aleksander Siemienowicz drgnął i odwrócił się ku żonie. Twarz jego pożółkła.

— No, co wy powiecie? Oto naród! No, co wy zrobicie z takim narodem? Co? Manieczka, trzeba będzie zebranie im urządzić... Zawezwę jutro z powiatu robotników. Sam do nich wygłoszę mowę. Trzeba będzie w ogóle tu popracować... A to ci jakiś niedźwiedzi zakątek...

— Ciemnota — mówił wartownik, rozciągając się na swoim szynelu83 przy drzwiach oranżerii.