— Potrzymajcie ten tłumok, ja sam pójdę. Gdzież to wesele?

— U wójta.

— A któż tu teraz wójtem?

— Ten co zawdy, przecie go znacie — Paweł Kalita.

— A komuż on sprawia wesele? Przecie miał tylko jedną dziewuchę — Marynkę.

— No toż tę wydał. Żeni się z nią Marcin, co był feldfeblem w wojsku, a teraz do sądu się dostał na woźnego.

Pod Grzesiem nogi się ugięły, że mało nie upadł, słysząc te słowa. Uszom własnym nie wierzył.

— Marynka za Dudziaka? — wrzasnął gwałtownie, — że aż baba odskoczyła on niego przerażona. I ojcowie poszli na to wesele?

— Dla czegóż iść nie mieli — tam cała wieś prawie sproszona. Weselisko sute jak nie pamiętają ludzie.

— Przecież Marynka mnie była obiecana.