Zaledwie zaczął tańczyć Sobek, wnet wsunęła się do izby Hanka i poczęła boczkować koło niego.

Sobek zobaczywszy to, ustał tańczyć i rzekł pogardliwie:

— Ja nie pytam takiej tanecznicy — i mignął na Tereskę. Ta odeszła od garnków, w których warzyła wieczerzę, i puściła się wkoło, a Hanka zawstydzona przysiadła cicho w kącie.

Nie podobał mi się ten pan Sobek ze swoją elegancją, dumą i pretensjami, a że tańczył do tego bez upamiętania i choć pot lał się już z niego, nie myślał wcale kończyć tego choreograficznego popisu, więc wyniosłem się, nie czekając końca i poszedłem do przygotowanej dla mnie izby, na drugą stronę.

Była to tak zwana świetlica. Piec w niej tylko był bielony, ściany zaś gładko heblowane robiły ją podobną do wnętrza skrzynki. Górą na jednej ścianie wprost drzwi szła galeryjka rzeźbiona, na której stały bokiem talerze i miski kolorowe; niżej wisiały obrazy kupowane na odpustach, a między temi dzbanki różnej formy i wielkości, sprawiane nie tyle dla potrzeby, ile dla parady. Toż samo nad łóżkiem na żerdzi wisiały kożuchy, pierzyny, poduszki, w które każdy zamożny góral chętnie ubiera swoje mieszkanie, bo to daje miarę jego zamożności.

— No, czy wam tu będzie źle? — spytała Hanka, która weszła za mną. Nieprędkobyście gdzie taką porządną izbę znaleźli.

— A ile u was taka izba kosztuje dziennie?

— Tego nie wiem. To wam Jędrek powie, bo on tu gazda. Ale mnie, to osobno dacie za to, com was wodziła po wsi.

Niemile drasnęło mnie to natrętne przypomnienie, więc by się prędzej uwolnić od natrętnej góralki, sięgną­łem do kieszeni i dałem jej kilkanaście krajcarów. Chwyciła je żywo i policzyła zaraz, a oczy świeciły się jej z radości.

— Ja was obsługiwać będę, dobrze? Bratowa nie dogodziłaby wam jak ja, bo to leniwa i harna13 niewiasta. Ona więcej myśli o stroju, niż o robocie. I naco ma ona zarabiać, kiedy ona i tak gazdzina, jej nie potrzeba tego. No, jakoż zrobicie?