— A dasz to ty radę tak biegać?
— A, ja tego od dziecka nauczona — to mi nie nowina!
— Można choroby się nabawić z takiej bieganiny.
— Kaj ta. Przyjdzie zima, to będzie czas wylegiwać się na przypiecku. A teraz, póki można co zarobić, to trzeba, żeby było na krupy i na sól.
— Kiedy ludzie mówią, że ty masz pieniądze?
Wydęła wargi z pogardliwem zadąsaniem, wstrząsnęła głową i rzekła:
— Co oni wiedzą. Gdybym miała, tobym nie chodziła jak oberwaniec jaki — o!
Tu chwyciła w palce zgrzebną, brudną koszulę i potrząsnęła nią.
— O! same strzępy. Człek koszuli uczciwej na grzbiecie nie ma.
Rzeczywiście, koszula była rozdarta w kilku miejscach, a przez łachmany przeglądało ciało chude, żylaste, opalone. Całe ubranie jej składało się z owej potarganej koszuli, niebieskiej spódnicy łatanej i żółtej chustki, która okrywała jej głowę i uszy. Z pod chustki wisiał czarny warkocz, a na czoło wychodziły kosmyki włosów, które co chwila bezwiednym ruchem wtykała pod chustkę. Nogi miała całkiem bose.