— Ja znowu nie widzę w tem nic tak śmiesznego moja kochana — odezwał się poważnie radca zgorszony śmiechem Pelagii.

— I ty się będziesz śmiał wujaszku, skoro ci pokażę list od babki, w którym mi pisze, że pan baron dowiadywał się już przez trzecią osobę o mój posag.

— Zkądże to babka może wiedzieć?

— Owa trzecia osoba musiała wygadać przed czwartą, ta przed piątą itd. — to dosyć jasne.

— A ja powiadam, że to bajka. Baron nie taki głupi, żeby się oświadczał naślepo, jeżeli jak mówisz, szuka majątku.

— A on chce się oświadczyć?

— Tak i to dziś jeszcze. To cię powinno przekonać, żeś nie powinna tak źle o ludziach sądzić z pierwszego pozoru.

— Więc czekajmy drugiego pozoru.

— Dobrze, czekajmy.

I w istocie czekano tego dnia, wstrzymano się nawet od spaceru na tę intencyą; czekano nawet następnego dnia, ale baron ani następnego, ani w dniach, które potem jeszcze nastąpiły, nie pokazał się wcale, a to z tego powodu, że odebrawszy od swego znajomego z Kaliskiego list, w którym ten mu doniósł, że po bliższem i szczegółowem zbadaniu pokazało się, iż panna Pelagija nie ma nic — drapnął w sekrecie z Krynicy, zapomniawszy w pospiechu uiścić się z długu zaciągnionego w restauracyi. Zapomnienie to, jak się pokazało, było bardzo na rękę naszemu baronowi, gdyż choćby nawet był sobie przypomniał, i tak zapłacićby nie mógł, bo to, co zostało w portmonetce, wystarczyło ledwie na najskromniejsze koszta podroży do domu.