— A ja ci powiadam, że Eustachy. —
— Jak szczęścia twego pragnę tak baron.
— Jak cię kocham tak Eustachy.
Radca ze względu na uroczystość dnia postanowił ustąpić swéj połowicy, choć był przekonany jak najmocniéj o swoich zasługach odnośnie do szczęścia Pelagii i zakonkludował:
— W każdym razie jest to ze strony tych panów wielki takt i uczczenie naszego domu, że panienka ani ładna, ani młoda, ani bogata, ma takie szczęście przed innemi dlatego tylko, że jest naszą kuzynką.
To przeświadczenie o uczczeniu domu zaprowadziło pana Radcę do kredensu, zkąd wyszedł niebawem prowadząc za sobą lokaja z tacą gęsto zastawioną kieliszkami z winem.
— No, panowie na ochłodzenie — mówił zadowolony animując do picia słowem i przykładem.
— Zdrowie panny Pelagii — zawołał jeden z podochoconych biorąc z zapałem kieliszek.
— Niech żyje, niech żyje! powtórzono chórem.
Panna Pelagija z radości uścisnęła panią radczynię, przy któréj właśnie usiadła i rzekła: