— Moja torbeczka... musiałam ją zgubić.
— To chyba, jak wysiadałaś z powozu, pasek się może rozwiązał.
— Pójdę poszukać — rzekł Adam, zrywając się.
— Możeby Jaśka posłać z latarnią — odezwał się dziadek.
— Znajdę i po ciemku. Nauka to światło, a że to świadectwo z odbytych nauk, więc powinienem po ciemku trafić do niego.
To powiedziawszy, z uśmiechem wybiegł.
— Widzisz jaki on grzeczny — zaczęła chwalić babcia — po nocy biega dla ciebie, choć niekoniecznie starasz mu się podobać.
— Ja, jemu?... Może mam mu jeszcze dziękować za to, że tak sobie żartuje ze mnie na każdym kroku? Babcia powinna mu zakazać i dziadunio także, bo to jest lekceważenie.
Oboje staruszkowie roześmieli się z poważnej miny, z jaką powiedziała te słowa.
— Jeżeli nie, to ja mu sama dam to uczuć. Jak babcię kocham, tak się ani słóweczka do niego nie odezwę.