Gdy się dostała do ciepłego łóżka, pod troskliwą opieką dziadków, wnet przyszła do przytomności. Babka aż się rozpłakała z radości, gdy ją zobaczyła otwierającą oczy.
— Oj ty, ty, nic dobrego — mówił dziadek, burcząc ją — tyle nam strachu napędzić!
— Dajże jej pokój — wstawiała się babcia — nie widzisz, że biedactwo ledwo żyje? Może poleweczki winnej, co? to cię rozgrzeje. Zaraz ci przyniosę.
— Widzisz — burczał znowu dziadek po wyjściu babci — cobyś nam narobiła zmartwienia. Gdyby nie Adaś, kto wie, coby się stało?
Panienka skrzywiła się, jakby po wypiciu gorzkiego lekarstwa.
— Więc to był on?
— A on, którego tak niecierpiałaś.
— Teraz go więcej jeszcze nie cierpię — odrzekła z zaciętością.
— Co? za to, że cię ocalił? A ty niewdzięcznico!
— Znowu ją łajesz stary — zaczęła ją bronić babcia, która weszła z dymiącą polewką. — Jak ci nie żal znęcać się nad takiem biedactwem? Masz, posil się i nie uważaj co dziadek gada; ot, zwyczajnie, stary maruda. Niewdzięcznicą cię przezywa. Ciekawam, dla czego niewdzięcznicą?