— A ja ją błogosławię, bo przez to dowiedziałem się o mojem szczęściu.
Mówiąc to, przycisnął do ust drobną jej rączkę.
Cofnęła się nieśmiało i rzekła:
— Może ich jeszcze widać na drodze.
Pobiegła żywo na drugą stronę ogrodu; Adam poszedł za nią.
Rzeczywiście na drodze, niedaleko za dworem, widać było powóz. Prawdopodobnie umyślnie zatrzymała go Zosia, spodziewając się, że jeszcze zobaczy przyjaciółkę, bo stała w powozie, odwrócona w stronę dworu. Janina, chusteczką mokrą jeszcze od płaczu niedawnego, przesyłała jej pożegnanie, a może i podziękowanie. Zrozumiała ten znak i także wiewała chusteczką w stronę Janiny. Potem powóz ruszył i schował się niezadługo za wikliny. Janina wpatrywała się jeszcze w tę stronę; Adam zaś stał wpatrzony w nią z zachwytem i czekał, rychło zwróci się ku niemu, a nie mogąc się doczekać, zbliżył się i dotknął lekko jej ręki.
— Janino, teraz i mnie się także coś należy, choć spojrzenie.
— Idź pan, nie cierpię pana! — mówiła z udanem zadąsaniem, podczas gdy oczy jej, uśmiechnięte rozpromienione, mówiły całkiem co innego.
Co potem nastąpiło, zdaje się, że nie potrzebuję wam mówić, a czy to nastąpiło w rok, czy we dwa o to już mniejsza; dość że nastąpiło i Numa wyszła za Pompiljusza.