— A czemu nie? To przecie sny, jak wszystko, od Pana Boga pochodzą, a są tacy ludzie, którym Pan Bóg daje moc cudowną odgadywania snów, jak Józefowi Egipskiemu.

— Albo temu, co pisał tę książkę.

— A kto wie? Może on to ma od Pana Boga. Inaczéjby nie drukował przecie.

Wiedziałem, że nie przekonałbym starego o fałszywości jego wiary rozumowaniem, i zamiast czas na to tracić, zapytałem wprost:

— No i wyśnił wam się jaki sen podług sennika?

— Ba, niejeden.

— Może i numera jakie trafiliście?

— To nie, bo nie każden numer dobrze się wyśni. Inaczéj ludzie by straszne majątki porobili na loteryi. Ale jak kto ma szczęście, to często dobrze utrafi.

— A wy nie macie szczęścia?

— Kto to wie? To wszystko od mocy boskiéj zawisło. Może mnie jeszcze sądzono być bardzo bogatym, nie przez loteryę, to innym sposobem. U nas tu na bogactwie nie zbywa, tylko trzeba wiedzieć, jak go szukać.