Taki sam w nocy cichej, jak w groźnym piorunie.

Młodość górną i chmurną Twoja pieśń okrutna

Przepaliła mi ogniem piekącym do głębi, —

Żeglarzu, ciągnij rudel! już nic nas nie gnębi,

Już się z pogodnych niebios oćma zdarła smutna!

Poezjo! twoja wieczna zabija udręka

I słowa nieśmiertelne ludzką krwią nasyca.

Nad brzegami Świtezi... przy świetle księżyca...

Ktoś chodzi... ktoś wspomina... ktoś tęskni... i klęka...