— Na moją brodę! — krzyknął Sancho — w życiu moim takiego listu nie czytałem. Czy diabli! Jak to pan wszystko pięknie umie powiedzieć, jak tęgo namachany pod spodem: Rycerz Posępnego Oblicza. Niech zginę! jesteście, panie, jak diabeł, wszystko umiecie zrobić!

— W moim stanie trzeba wszystko umieć — rzecze Don Kichot.

— Otóż więc — ciągnął dalej Sancho — napiszcie teraz z drugiej strony rozkaz wydania mi oślątek i podpiszcie go pięknie, ażeby poznano waszą rękę.

— Chętnie — odpowie Don Kichot i napisawszy, przeczytał:

„Moja siostrzenico! Oddasz za tym kwitem trzy oślątka z pięciu, które w domu zostały, memu giermkowi, Sanchy, od którego należytość za nie odebrałem. Dan w głębi Sierra Morena, 26 sierpnia r. b.”

— Doskonale napisany — rzecze Sancho — brakuje tylko podpisu.

— Nie trzeba go podpisywać — odpowie Don Kichot — tylko go podcyfruję, a to wystarczy nawet na 300 osłów.

— Ufam panu zupełnie — rzekł Sancho — i idę osiodłać Rosynanta; przygotujcież się więc dać mi błogosławieństwo, gdyż chcę wyjechać natychmiast, i nie bawiąc się przypatrywaniem szaleństwom, jakie czynić będziecie, powiem, że je widziałem wszystkie.

— Chciałbym przynajmniej, Sancho, ażebyś mnie zobaczył nagim — rzecze Don Kichot — potrzeba nawet, ażebym pokazał ci jedno z dwóch tuzinów szaleństw, które wykonam wkrótce, abyś, widząc je, mógł przysiąc sumiennie i za te, których nie widziałeś, a zapewniam cię, że nie wymienisz i połowy z tych, jakie zrobić zamierzam.

— Oho! co temu, to bardzo wierzę — rzecze Sancho — lecz panie, na miłość Boską, nie chcę cię widzieć gołego, wzbudzisz we mnie litość i nie będę mógł od łez się wstrzymać, a tak bardzo już opłakiwałem tej nocy osła, którego również jak was kochałem, że nie chcę rozpoczynać na nowo; lecz jeśli potrzeba koniecznie, abyś uczynił jakie szaleństwo, uczyń je szybko i nie namyślając się, jakkolwiek nie widzę tego potrzeby, bo i tak powrócę prędko z podróży i przyniosę wam odpowiedź, której żądacie od damy waszej. Do licha, pani Dulcynea powinna się przygotować dać mi pomyślną rezolucję, bo przysięgam Bogu, jeśli tego nie uczyni, z gardła wyciągnę jej odpowiedź i w gębę zamaluję i porządnie nogą niżej pleców kopnę. Jak to! tak sławny błędny rycerz, jak pan, miałby szaleć bez powodu dla jakiejś tam... Niech kochana dama nie robi ceregieli, bo jakem poczciw, gdy się rozjuszę, to się będzie miała z pyszna, nie taki ja, jak się zdaje, nie zje mnie w kaszy.