— O! i ja także — zawtórował cyrulik.
— O! i ja z całej duszy — odezwała się siostrzenica.
— Palić, palić, wszystko na kupę — mruczała gosposia.
I jednym zamachem wyrzuciła przez okno cały stos książek przed nią leżący.
— A co to tam za ogromne foliancisko? — zapytał ksiądz.
— To Don Olivantes de Laura — odpowiedział majster Mikołaj.
— A to tego samego autora, co Ogród Flory — mówił proboszcz — oba lepsi, dalej z nią za okno, to same kłamstwa i wariacje.
— A to tu, to Florismart z Hiszpanii — odzywa się znów cyrulik.
— Aha! i mospan Florismart jest tu? — na to ksiądz — i jego zaraz mi z drugimi za okno, choć takiego rodu i takie dziwne miał przygody w życiu; biedota i ordynarność stylu nie zasługują na lepszy los.
— Tu idzie kawaler Platir — znów cyrulik.