— O! to znów próżna obawa — odpowie gospodarz — nie przyjdzie do tego, ażebym się miał rycerzem błędnym ogłaszać.
Sancho, który słuchał ostatniej części rozmowy, zdziwił się niezmiernie, dowiedziawszy się, że błędne rycerstwo jest tylko urojeniem, a wszystkie romanse są zbiorem próżnych wymysłów i kłamstw; stanął pełen smutku i niepewności i postanowił sobie oczekiwać, jak się wyprawa jego pana powiedzie, a jeżeli nie będzie tak szczęśliwa, jak sobie zamierzał, porzucić wszystko i wrócić do żony i dzieci.
Gospodarz chciał zabrać tłumok z książkami, lecz proboszcz zatrzymał go, mówiąc, że chce przejrzeć rękopisy, które pięknym charakterem napisane były, i wziąwszy je do rąk, znalazł dziesięć arkuszy zapisanych z takim tytułem: Powieść o natrętnym ciekawcu, przeczytał po cichu kilka wierszy i zamiast oddać rękopis, rzekł:
— Wyznaję, że tytuł mnie zachęca i mam ochotę przeczytać resztę.
— O! zabawisz się pan pewnie — rzecze gospodarz; — już mnie proszono bardzo o ten rękopis, lecz nie chciałem pożyczać nikomu, gdyż właściciel tego tłumoka może powrócić lada dzień tędy, a ja muszę mu oddać wszystko, jak zostawił; nie bez żalu pozbawię się tych książek, lecz cóż robić, nie należą do mnie, trzeba strzec swego sumienia.
— Słusznie mówisz — rzecze proboszcz — lecz jeżeli historia będzie zabawna, pozwolisz mi ją przepisać.
— Z całego serca — odpowie gospodarz. Kardenio, usłyszawszy, o co rzecz idzie i przeczytawszy początek, rzecze:
— Księże proboszczu, to zdaje mi się wcale niezłe, jeżeli raczysz czytać głośno, sądzę, że wszyscy posłuchają radzi.
— Uczyniłbym to chętnie — rzecze proboszcz — ale to już dobrze późno.
— Co do mnie, z przyjemnością bym posłuchała, czuję nawet potrzebę rozerwać czym umysł — wtrąciła mniemana księżniczka.