Mowa Lotariusza przeraziła jego przyjaciela, który po pewnym czasie przyszedłszy do siebie, mówił:

— Mój dobry Lotariuszu, słuchałem cię z uwagą i pociechą, w odmówieniu twoim widzę dowód rozsądku i przyjaźni, wyznaję, że żądanie moje było niesprawiedliwe, że jego spełnienie może mieć najgorsze skutki, że spełniając zamiar, powzięty z zaślepieniem, rzucam się w przepaść, ale wyznać ci muszę, że jestem dotknięty chorobą, zastraszająco rosnącą i domagającą się śpiesznego ratunku. Następstwa mojego szalonego przedsięwzięcia tak dobrze zabić mnie mogą, jak uzdrowić, ale bez próby bezwarunkowo umieram. Ukrywałem długo cierpienia swoje w nadziei, że je zwalczę, walki nie wytrzymałem i dlatego o ratunek cię wzywam. Nie opuszczaj człowieka, który utracił rozum, uważaj mnie jak chorego, który nie wie, czego żąda. Doświadcz Kamilli łagodnymi i umiejętnymi sposobami, ona nie jest tak słaba, aby ci się oddała za pierwszym natarciem, a wtedy po części zwyciężonego już zdrowymi twoimi radami ten dowód przekona i uzdrowi. Inaczej, Lotariuszu, zmusisz mnie do zwrócenia się do kogo innego, który może zdradzi moje zaufanie, kiedy ty tak mało potrzebujesz uczynić, aby mi wrócić szczęście, aby zapewnić trojgu spokój na zawsze. Na koniec zaufaj mojej zręczności, jeżeli wyznać przyjdzie Kamilli nasz podstęp, osłonię go pozorem niewinnego żartu, który nie może jej obrazić.

Lotariusz, widząc upór przyjaciela i niebezpieczeństwo odmówienia, przyjął zobowiązanie, przyrzekając sobie prowadzić rzecz tak zręcznie, aby bez urażenia żony zadowolić męża.

— Nie masz potrzeby zwierzać się nikomu — rzecze Lotariusz — przyjaźń każe mi nie odmawiać dziwacznej posługi, której żądasz.

Anzelm uściskał przyjaciela, jak gdyby mu powrócił życie i po tysiącu podziękowań skłonił do niezwłocznego działania, obiecując ułatwić sam na sam z Kamillą.

Przepędził noc na rozmyślaniu, a nazajutrz poszedł na obiad do Anzelma. Kamilla przyjęła go jak zwykle z uradowanym obliczem, z chęci zadowolenia małżonka, wreszcie z własnego usposobienia. Po obiedzie oświadczył, że dla załatwienia pewnej ważnej sprawy przymuszony jest wydalić się na kilka godzin, że po powrocie będzie miał do pomówienia z Lotariuszem, dlatego prosi go, aby chciał przez ten czas pozostać z Kamillą, która dorzuciła kilka słów zobowiązujących, aby go zatrzymać. Lotariusz, znajdując się w najniebezpieczniejszym położeniu, udał znużenie, potrzebę naglącą snu, czym się tłumacząc, usiadł w krześle i zasnął, a przynajmniej udawał śpiącego. Anzelm, powróciwszy, zastał Kamillę w tym samym pokoju i śpiącego Lotariusza. Czekał jego przebudzenia się, aby powziąć wiadomość o tym, co zaszło. Lotariusz oświadczył, że nagłym wyznaniem miłości bojąc się rozgniewać Kamillę, ograniczył się na pierwszy raz pochwałą jej wdzięków i oświadczeniem, że głos powszechny zazdrości i pochwala wybór Anzelma, przez co zdaje mu się, że usposobił Kamillę do łatwiejszego przyjęcia wyznań, które ma jej zrobić później.

To zaczęcie zadowolniło Anzelma, który obiecał przyjacielowi ułatwić codzienne sam na sam z Kamillą, nie uciekając się, jak dzisiaj, do potrzeby wydalania się z domu, co mogłoby obudzić podejrzenie małżonki.

Tak minęło dni kilka. Lotariusz nic nie powiedział Kamilli, upewniając jej męża, że mówił i że nie ma żadnej nadziei być wysłuchanym łaskawie, że przeciwnie, zagroziła mu oskarżeniem przed mężem i zerwaniem wszelkich stosunków, gdyby się poważył wznowić te niebezpieczne mowy. Anzelm nie poprzestał na tym; zresztą przeznaczenie jego nie pozwalało mu poprzestać.

— Kamilla — rzecze — oparła się słowom; zobaczymy, Lotariuszu, czy będzie miała moc oprzeć się czynom, wręczę ci jutro dwa tysiące czerwonych złotych i drugie tyle na zakupienie klejnotów! Kobiety nade wszystko przekładają strój, najrozsądniejsze ulegają tej nierozważnej ponęcie. Jeżeli Kamilla wyjdzie zwycięsko z tej próby, nie będę cię więcej trudził.

— Dokończę dzieło rozpoczęte — rzekł Lotariusz — ale uprzedzić cię mogę, że usiłowania będą bezskuteczne.