Kamilla, zdziwiona wyznaniem niespodziewanym, nie wyrzekłszy słowa, powstała z miejsca i odeszła do drugiego pokoju. To wzgardliwe odepchnięcie nie zraniło natenczas Lotariusza, dodało Kamilli w jego oczach więcej szacunku i zwiększyło miłość. Postanowił kończyć zaczęte dzieło, nie tracąc nadziei.

Tymczasem Kamilla, namyśliwszy się nad środkami, jakie wypadało jej przedsięwziąć, uważała za najpewniejsze odmówić Lotariuszowi widywania jej i posłała natychmiast przez służącego następujący list do Anzelma:

„Dałeś mi dowód wysokiego zaufania, zostawiając mnie samą, jestem ci za to wdzięczną. Ale zdaje mi się, że przez to naraziłeś mnie na przykrość, nie będąc zazdrosnym o mnie, która mam twój szacunek. Kochając cię czule, nie mogę dłużej znieść twojej nieobecności, która mnie stawia w położeniu tak przykrym i delikatnym, że zmuszona będę uciec się do mego ojca, jeżeli nie przybędziesz natychmiast. Zdaje mi się, że ten, któremu zaleciłeś opiekę domu, ma więcej swoje niż twoje sprawy na widoku. Jesteś przezorny i roztropny, nic ci więcej nie powiem”.

Rozdział VII

Dalszy ciąg powieści o ciekawym nierozważnym.

List ten przekonał Anzelma, że jego przyjaciel dotrzymał słowa i że Kamilla spełniła swój obowiązek, a zachwycony tym obrotem sprawy, kazał powiedzieć żonie, ażeby domu nie opuszczała i że niedługo sam powróci. Kamilla, zdziwiona tą odpowiedzią, ujrzała się jeszcze w przykrzejszym położeniu; nie wiedziała, czy zostać w domu i wystawić swoją dobrą sławę na niebezpieczeństwo ze strony Lotariusza, czy opuścić mieszkanie i tym sposobem stać się nieposłuszną mężowi. Na nieszczęście, wybrała pierwsze, postanowiła nie opuszczać mieszkania, nie unikać Lotariusza, aby nie ściągnąć podejrzeń domowników; wyrzucała sobie nareszcie list, który mógł był dać poznakę mężowi, że uchybiła względom zaleconym sobie dla Lotariusza. Sądziła, że znajdzie dosyć obrony przeciw niemu w pewności siebie i zdawało jej się, że nie uwiadamiając męża, którego nie chciała poróżnić z przyjacielem, potrafi zwalczyć występne uczucia Lotariusza, nie odpowiadając na nie; przemyśliwała nawet, jak objaśnić mężowi list, gdy zażąda tłumaczenia.

W tym postanowieniu, tak przezornym na pozór, a zgubnym w istocie, Kamilla wysłuchała nazajutrz namiętnej mowy Lotariusza, który, znalazłszy sposobność, przejęty namiętnością, umiał zaprawić swoją mowę niekłamanym uczuciem i czcią tak rzewną, że słabość Kamilli poczęła się chwiać i potrzebowała całego panowania nad sobą, ażeby uwodziciel nie wyczytał w oczach stanu jej duszy.

Lotariusz śledził wyraz jej twarzy i zrozumiał go; podwoił namiętność i nadzieje; wolność mówienia do niej, której otrzymać się nie spodziewał, przekonała go, że Kamilla nie jest niezwyciężona, potrafił jeszcze mocniej ją wzruszyć, i... doprowadził ją na konieć do niewierności, której już sam stał się winnym względem Anzelma.

Otóż miejsce dla uwag moralnych! niech każdy je robi dla siebie; cały świat wie dobrze, że niebezpiecznie jest stawiać czoło miłości, że tylko ucieczką ratować się można.

Kamilla, usprawiedliwiwszy najzupełniej przekonanie Anzelma o kobietach, zwierzyła się Leonelli, przed którą trudno było się ukryć i której potrzebę przeczuwała w przyszłości.