— Niech się pani nie dziwi tym brakiem wygody, u nas wszystkie karczmy tak są niegodziwe, jeżeli pani zechcesz, z chęcią podzielimy się z panią naszym mieszkaniem, a przekonasz się pani, żeś szczęśliwie trafiła i że nigdzie przyjaźniejszego nie mogłabyś mieć przyjęcia.
Zakwefiona dama powstała i nic nie odpowiadając, złożyła na piersiach ręce na krzyż, schylając głowę na znak podziękowania, co przekonało obecnych, że jest Mauretanką i nie rozumie po hiszpańsku.
Niewolnik, czym innym dotąd zajęty, widząc damy rozmawiające z Mauretanką, zbliżył się i rzekł:
— Ta pani nie rozumie żadnego języka prócz swego i dlatego odpowiedzieć nie może na ich żądanie.
— My też nic nie żądamy — rzekła Luscinda — ofiarujemy jej tylko nocleg w naszym towarzystwie i wygody, na jakie miejsce pozwala.
— W swoim i jej imieniu dziękuję zacnemu państwu — odpowiedział z grzecznością niewolnik.
— Czy ta dama jest chrześcijanką, czy Mauretanką? — zapytała Dorota — jej milczenie i ubiór zdają się wskazywać, że nie jest naszej religii.
— Jest Mauretanką z urodzenia — odpowiedział niewolnik — ale z duszy pragnie zostać chrześcijanką, bo jest nią z przekonania.
— Jak to? ona niechrzczona? — przerwała Dorota.
— Nie miała czasu przyjąć chrztu świętego — rzecze niewolnik — bo jedzie dopiero z Algieru, który jej jest ojczyzną, potrzebuje się przedtem wzmocnić w zasadach naszej religii; a wtedy, jeżeli Bogu podobać się będzie, przyjmie chrzest z uroczystością odpowiednią jej znakomitości, o której w tej chwili jej i mój ubiór wcale mylne mogą dać wyobrażenie.