Zoraida w uniesieniu boleści rzuciła się na martwe prawie ciało ojca i tak rozpaczliwe zawodziła jęki, jak gdyby już był nieżywy. We dwie godziny dopiero, po usilnych staraniach naszych, wrócił do przytomności. Wiatr się w tej chwili zmienił; zwróciliśmy przeto ster ku lądowi, bojąc się, ażeby nas bałwany nań nie rzuciły, i opierając się z całych sił wiosłami. Szczęście wszakże nad wszelkie spodziewanie sprzyjało i dało nam przybić w zatoce obok małego przylądka, który Maurowie nazywają Cava Rumia, co znaczy zła kobieta chrześcijańska; podanie ich bowiem niesie, że córka hrabiego Juliana, która zgubiła Hiszpanię, tam jest pochowana. Utrzymuje się między nimi przesąd, że miejsce to jest złowrogie i że nieszczęście czeka każdego, kto się tam zatrzyma, nie stają tu więc nigdy, chyba konieczną potrzebą zmuszeni. Dla nas Cava Rumia stała się portem ocalenia, chroniąc nas przed grożącą burzą. Rozstawiliśmy natychmiast czaty na lądzie i nie wypuszczając z rąk wioseł, wzięliśmy się do posiłku, a Boga błagaliśmy gorąco, żeby tak pomyślnie rozpoczętego dzieła ocalenia szczęśliwie dał nam dokonać.
Serce Zoraidy bolało niezmiernie nad losem ojca i ziomków, których w okowach przed sobą widziała, usilnie błagała nas, ażebyśmy ich na ląd wysadzili. Przyrzekliśmy jej, że uczynimy to przed odjazdem, wiedzieliśmy bowiem, że w miejscu tak pustym bać się czego nie było.
Bóg wysłuchał modłów naszych, wiatr się zmienił i morze uspokoiło; rozkuliśmy Maurów nad ich spodziewanie i puściliśmy ich na ląd wolnych. Gdy chcieliśmy wysadzić ojca Zoraidy, całkiem już zdrowego, rzekł nam:
— Czy myślicie, chrześcijanie, że ta odrodna istota pragnie szczerze widzieć mnie wolnym? nie sądźcie, ażeby z miłości lub miłosierdzia tego żądała! Nie, nie! wstyd jej tylko, ażebym ja był świadkiem niecnych jej czynów. Nie myślcie, że zmieniła religię z przekonania, że wasza jest lepsza od naszej, nie; zmieniła ją, bo wie, że u was kobiety więcej mają wolności, niż u Maurów.
— Niegodna! — mówił, zwracając się do Zoraidy (gdyśmy go we dwóch trzymali, bojąc się jakiego gwałtu). — Córko wyrodna i przeklęta! czego szukasz? gdzie dążysz? zaślepiona, czyż nie widzisz, że rzucasz się w ręce nąjzaciętszych wrogów naszych? Idź nędzna! o przeklęta niech będzie godzina, w której ci życie dałem! przeklęte starania, które około ciebie podejmowałem!
Widząc, że Maur nie przestaje złorzeczyć i coraz bardziej się unosi, kazałem go jak najprędzej na ląd wysadzić, a on stamtąd jeszcze miotał przekleństwa z tą samą zapalczywością, wzywając Mahometa, aby wyjednał u Boga śmierć dla nas w przepaściach morskich. Kiedy już widział, że słowa jego uszu naszych nie dochodzą, bo czółno kawał od brzegu już odpłynęło, rwał sobie włosy z brody i głowy, tarzał się po ziemi i tak strasznej rozpaczy dawał oznaki, żeśmy wszyscy się lękali, aby życia sobie nie odebrał. Miłość rodzicielska wszakże wzięła górę i ukoiwszy nieco umysł jego zbłąkany, wszelkich środków próbować mu kazała; wołać więc zaczął z całych sił:
— Wróć do mnie, córko droga! wróć, dziecię najukochańsze! wszystko ci przebaczam. Zostaw tym złoczyńcom wszystkie bogactwa, które nam wydarli, a wróć pocieszać starego ojca, który cię tak kocha i umrze na tej pustyni, jeśli go odstąpisz.
Zoraida słyszała te wołania, serce jej się krajało, we łzach tonęła, a słowa wymówić nie była w stanie. Przemogła się nareszcie i na te słów kilka zdobyła:
— Ojcze, Lelli Maryi, co mnie na chrześcijankę powołała, błagać będę o zesłanie ci pociechy. Allach mi świadkiem, że nie mogłam się oprzeć temu, com uczyniła. Chrześcijanie nie zmuszali wcale, Lella Maria tylko skłoniła mnie dokonać tego, com rozpoczęła; przysięgam ci, ojcze najdroższy, żem dobrze zrobiła i żeś postępku mego żałować nie powinien.
Gdy Zoraida wyrazy te mówiła, ojca już widać nie było. Bezpieczni teraz żeglowaliśmy swobodnie, z pomyślnym wiatrem, ciesząc się, że ze wschodem słońca u brzegów Hiszpanii staniemy. Ale radość nasza nie trwała długo, może przekleństwa Maura złowrogi skutek wywarły. Około godziny trzeciej w nocy, kiedy w najlepsze pędzimy silnym popychani wiatrem, tuż obok zjawia się nagle okręt, całą siłą żagli na przełaj ku nam gnający; musieliśmy się zwinąć, żeby w nas nie uderzył, i przy świetle księżyca widzieliśmy, jak na okręcie całą mocą ster przyparto, żeby pęd wstrzymać. Zapytano się nas zaraz, kto jesteśmy, skąd i dokąd płyniemy.