Ale widząc, że Don Ludwikowi oczy łzami zachodzą i że słowa wymówić nie jest w stanie, polecił ludziom zatrzymać się, wziął go na stronę i prosił, aby mu szczerze opowiedział przyczynę swego przybycia i przebrania.
Kiedy audytor rozmawia z Don Ludwikiem, hałas wielki wszczyna się przy bramie gospody. Dwóch podróżnych, widząc, że wszyscy ludzie miejscowi zaprzątnięci jakąś awanturą, chcieli odjechać, nie zapłaciwszy za nocleg; ale gospodarz, pilnujący rachunków swoich jak oka w głowie, zdybał ich wyjeżdżających z bramy i z błotem ich mieszając, domagał się gniewnie zapłaty; obrażeni wymyślaniem podróżni, poczytali sobie za obowiązek na taką napaść odpowiedzieć pięściami i tak go nimi utraktowali, że nieborak musiał wołać o pomoc. Gospodyni i córka przybiegły najpierwsze; ale nie mogąc mu radzić, córka poskoczyła co żywo do Don Kichota, którego, przechodząc, widziała najmniej ze wszystkich zajętym, i przemówiła doń prędko:
— Mości rycerzu! zaklinam cię na wysokie cnoty, którymi Pan Bóg cię zaszczycił, pójdź na ratunek ojcu mojemu, którego dwaj niecni łotrowie mordują.
— Urodziwa damo! — odpowie jej Don Kichot poważnie i zimno — w tej chwili żadną miarą zadość uczynić nie mogę twojemu żądaniu, bom dał słowo, że nie przedsięwezmę żadnej wyprawy, dopóki nie dokończę dzieła, do któregom się zobowiązał. To tylko teraz dla ciebie uczynić mogę, iż zdrową dam ci radę. Bież prędko do czcigodnego ojca swego i powiedz mu, żeby się bronił w walce ile mu sił starczy, żeby się nie dał pokonać nieprzyjaciołom, wytrzymywał ich jak najdłużej, a ja tymczasem pobiegnę do królowej Mikomikony prosić ją, aby mi pozwoliła dzielnym ramieniem wesprzeć ojca twojego, i bądź pewna, że jak tylko otrzymam pozwolenie, żywego lub umarłego wydobędę z rąk napastników.
— E! do stu par diabłów — zawoła Maritorna obecna tej rozmowie — nim tam jegomość wykaraska się z tym pozwoleniem, to w moim panu już i ducha nie zostanie.
— Darujcie mi piękne damy, ale ja inaczej postąpić nie mogę, muszę mieć pozwolenie; skoro je tylko otrzymam, pan zamku tego, żywy lub nieżywy, powtarzam, musi być w moim ręku, choćby sam lucyper z całym piekłem przeciw mnie wystąpił, i taką na napastnikach wywrę pomstę, że niezawodnie będziecie panie zadowolone.
Rzekłszy to, rzucił się na kolana przed Dorotą i dobranymi wyrazami najwytworniejszego stylu rycerskiego, pokornie błagał jej wysokość, aby mu dozwoliła pójść w pomoc władcy zamku tego, ciężką przyciśniętemu potrzebą. Dała pozwolenie królewna, a dzielny rycerz, chwyciwszy miecz w rękę i tarczę zasadziwszy, pobiegł co mógł wyskoczyć ku bramie gospody, gdzie trwała jeszcze walka, a żar jej nieugaszony srodze dopiekał gospodarzowi, ale gdy przybiegł na miejsce boju, zatrzymał się i stanął jak wryty, a chociaż Maritorna i gospodyni z całych sił go podżegały, żeby ratował turbowanego karczmarza, ani ręką, ani nogą ruszyć nie chciał. Pytały go, czemu tak nieuczynny?
— Czemu? — odpowiedział Don Kichot — bo mi nie wolno dobywać miecza przeciw hołocie; ale zawołajcie tu Sancho Pansy, giermka mojego, to rzecz jego.
Działo się to przed karczmą, gdzie guzy gęsto a ciężko padały na skórę gospodarza, gdy gospodyni, jej córka i Maritorna, wściekały się na Don Kichota za jego oziębłość i tchórzem go nazywały. Ale zostawmy ich wszystkich, a zobaczmy, co Don Ludwik odpowiedział audytorowi, który chciał z niego wybadać przyczynę przybycia i przebrania się. Młodzieniec czule ściskał ręce audytora i rzewne łzy lejąc, rzekł:
— Panie, nie potrafię ci nic odpowiedzieć, jak tylko to, że od chwili jak zamieszkałeś w naszym sąsiedztwie, zobaczywszy córkę twoją, pannę Klarę, pokochałem ją do szaleństwa i jeżeli raczysz mnie uszczęśliwić, żebym został twoim synem, od dziś ona będzie moją żoną. To dla niej porzuciłem dom swojego ojca i tak się przebrałem, i gotów jestem pójść za nią na koniec świata, chociaż nie wie o mojej miłości, domyślać się tylko może z moich łez, gdyż nigdy nie miałem szczęścia z nią mówić. Pan wiesz, kto jestem, jakie jest mienie mojego ojca i że nie ma więcej dzieci, jak tylko mnie jednego. Jeżeli więc znajdziesz mnie pan godnym związku małżeńskiego z córką swoją, błagam cię, nie odwlekaj szczęścia mego, a ja ci całe życie wdzięcznym w szacunku i służbach pozostanę; jeżeliby zaś ojciec mój inne względem mnie miał zamysły, to czas i zacność mojego wyboru niezawodnie skłonią go nareszcie ku mnie.