— Czy ty mnie chcesz do rozpaczy doprowadzić, ty niegodziwcze? — odpowie Don Kichot — gdzieżeś ty słyszał, żeby pałace królewskie stały na bocznych zaułkach?
— Proszę pana — na to Sancho — co kraj, to obyczaj. Pozwólcie, panie, że już ja poszukam, a może znajdę gdzie w kącie ten psi pałac, żeby on z piekła nie wyjrzał, za tę biedę, co człek ma przez niego.
— Słuchaj Sancho — zawoła Don Kichot — żebyś mi z uszanowaniem mówił o wszystkim , co dotyczy pani Dulcynei.
— Przepraszam was, panie — rzecze Sancho — ale jakżeż u diabła, żebym tak jak w dym zaraz trafił do mieszkania naszej pani, kiedym je raz w życiu tylko widział i kiedy tak ciemno, że choć w papę daj i kiedy sami nie możecie znaleźć go, coście musieli tam być ze sto tysięcy razy?
— Jak Boga kocham, ty mnie niedługo do rozpaczy doprowadzisz — rzecze Don Kichot — czyż ci tysiąc razy już nie powtarzałem, gamoniu przeklęty, ty ciemny bydlaku, żem nigdy w życiu moim nie widział nieporównanej Dulcynei; że noga moja nie postała w jej pałacu, i że kocham się w niej jedynie na wiarę wielkiej sławy jej, jako najpiękniejszej i najrozumniejszej w świecie księżniczki?
— Ach! teraz już rozumiem, panie — odpowie Sancho — i powiem wam prawdę, że kiedyście wy jej nigdy nie widzieli, to dalibóg i ja jej także nigdy nie widziałem.
— Co ty gadasz? jak to! — zawoła Don Kichot — albo żeś mi nie mówił, żeś ją widział harfującą zboże, kiedyś mi przyniósł odpowiedź na list, którym do niej pisał?
— Pluń pan na to! — odpowie Sancho — powiadam wam, żem jej nigdy nie widział, tak samo jak i wy panie, tylko ze słyszenia. Diabli tam znają jakąś panią Dulcyneę!
— Sancho! Sancho! — zawoła Don Kichot — tu nie czas na żarty, na wszystko jest właściwa pora; teraz nie pora na żarty. Czyż dlatego, iż ja powiadam, żem nigdy nie widział pani Dulcynei i nigdy z nią nie mówił, to i tobie ma być wolno powtarzać to samo, kiedy się rzecz ma inaczej?
Gdy w ten sposób rozmawiają nasi bohaterowie, zbliża się do nich człowiek z dwoma mułami; po pługu poznali, że to musi być rolnik, jadący przededniem w pole: i tak było istotnie. Wieśniak ciągnął, śpiewając sobie piosnkę: