Próżno ból dręczy serce, wzrastając co chwilę,
Ono umie i kochać i milczeć, choć boli!
Ale kiedy przez ciebie szczęście w grób zamienię,
Przebacz, jeśli z mej piersi wydrze się westchnienie!
Gdy skończył, westchnął głęboko i po chwili głosem żałosnym i bolejącym przemówił w te słowa:
— O ty, najpiękniejsza i najniewdzięczniejsza ze wszystkich kobiet, dostojna Kasyldo z Wandalii, możeszże zezwalać, aby rycerz, niewolnik twojej piękności, trawił życie, błądząc po świecie, na nieskończone trudy narażony? Jeszczeż ci mało, że dzielność mego ramienia zmusiła wszystkich rycerzy Manchy do wyznania, że jesteś najpiękniejszą na świecie.
— O, to nieprawda — rzecze Don Kichot do Sanchy — przeholowałeś, bracie, bo ja jestem z Manchy, a nie wyznałem i nigdy w życiu nie wyznam rzeczy tak niecnie krzywdzącej piękność pani Dulcynei. Widzisz, mój przyjacielu, jemu się chyba coś marzy na jawie, ale słuchajmy dalej, może się co więcej wygada.
— O! ba i pewno — odpowie Sancho — tak czule coś zaczął, że nieprędko skończy.
Rycerz wszakże zakończył swe żale wbrew oczekiwaniu Sancha i Don Kichota, gdyż, usłyszawszy, że ktoś rozmawia koło niego, zerwał się i zawołał:
— Kto tam? co wy za jedni, czy należycie do smutnych, czy do wesołych?