Paź bardzo grzecznie wymawiał się od przyjęcia miejsca za siodłem; ale chętnie przyjął wieczerzę.
W czasie tej rozmowy Don Kichota powiadają, że Sancho w wielkim zdumieniu mówił sam do siebie:
— Przysięgam Bogu, że już teraz nic nie rozumiem; jakże, u diabła, człowiek, co takie piękne rzeczy prawi, może nas durzyć, że widział takie dziwy niepodobne do wiary w jaskini Montesina. Ja już teraz zupełnie głupieję i nie wiem, co myśleć, chyba, że w tym cielsku są dwie dusze: jedna głupia, a druga mądra.
Pod wieczór zajechali do gospodarza; Sancho, prócz wielkiej uciechy, że już tam przybyli, miał i tę jeszcze, że pan ją wziął za to, czym była istotnie, a nie za zamek żaden, jak to zwykle czynił.
Na samym zaraz wejściu Don Kichot pytał się gospodarza o owego człowieka z włóczniami i halabardami, a gdy mu odpowiedział, że jest w stajni, gdzie muła pilnuje, wszyscy zsiedli z siodeł i wierzchowce tam zaprowadzili.
Rozdział VIII
Jako z toku oślego wielka wyrosła przygoda, co wyprawiał pokazywacz marionetek i jak cudowne wróżby małpa czyniła.
Don Kichot tak niecierpliwie pragnął dowiedzieć się owych cudów, które mu transportujący broń opowiedzieć przyrzekł, że poszedł zaraz do niego i wezwał do spełnienia obietnicy.
— O! proszę pana — odpowiedział podróżny — to się tak łatwo nie da wypowiedzieć, dużo to o tym gadać, trzeba na to czasu; pozwólcie mi tylko koło muła oporządzić, a jak się załatwię, to wam te cuda opowiem.
— A no, to dobrze, to się zwijaj — odpowiedział Don Kichot — ja ci sam pomogę.