— W takim razie, przyjacielu Sancho — odpowie księżna — moje służące umyją cię również.
— Panie marszałku — rzecze dalej — niech zadowolą Sanchę, proszę nie odmawiać żadnemu jego żądaniu.
Marszałek dworu odpowiedział, że pan Sancho będzie zaspokojony i poprosił go natychmiast z sobą na obiad.
Gdy książę, księżna i Don Kichot pozostali sami, po kilku chwilach rozmowy o rycerskiej sztuce księżna prosiła rycerza, ażeby dokładnie opisał jej wszystkie rysy i wdzięki Dulcynei. Don Kichot, westchnąwszy głęboko, odpowiedział:
— Aby uczynić zadość rozkazom waszym, księżno, musiałbym pokazać ci serce swoje, na którym wyryta cała postać ukochanej. Nigdy ustami nie zdołam opisać nieporównanej piękności Dulcynei, która chwyciłaby pędzel Parchascisa i Tuinandy, i Apellesa, i dłuto Fidiasza. Było by zuchwalstwem chcieć opowiedzieć ustami to, czego cała moc połączonej sztuki prawdziwych kształtów utworzyć nie zdoła...
— Z tym wszystkim jednak, mości rycerzu — rzecze książę — proszę cię o określenie mi choć najlżejszego rysu tej nieporównanej piękności.
— Uczyniłbym to z całego serca — odpowie Don Kichot — lecz Dulcynea wskutek złośliwości czarnoksiężników przed niedawnym czasem zaczarowaną została. Z księżniczki zrobiono wieśniaczkę, piękność jej w szpetność zmieniono, woń jej ciała zastąpił wyziew nieznośny, z anioła uczyniono szatana, a z osoby skromnej i uczciwej rozpasaną zalotnicę.
— Wielki Boże! — zawołał książę — któż był tak okrutny i pozbawił ziemię jaśniejącego oblicza Dulcynei z Toboso?
— Któż, jeśli nie przeklęci czarownicy, którzy mnie prześladują, jakiś Nekromanta zdradziecki którego piekło wyrzuciło na świat, aby zaćmić chwałę i czyny znakomitych ludzi, zranił mnie w najczulsze miejsce, bo odbierając rycerzowi jego damę, pozbawia się go ożywczego słońca.
— To prawda — rzecze księżna — jednakże historia powiada, że wy, panie Rycerzu Lwa nigdy damy Dulcynei nie widzieliście na oczy, że to jest kochanka wymarzona, która tylko w wyobraźni waszej żyje.