— A to chyba diabłem jesteś — rzecze gniewny Sancho — albo też krewnym Lucypera może i spodziewasz się, że on zdejmie kajdany, które włożyć ci rozkażę.
— Mówmy rozsądnie, panie gubernatorze — rzecze młodzieniec — przypuszczam, że wasza wysokość pośle mnie do więzienia; tam mogą mnie zamknąć, nogi i ręce okuć w kajdany, ale spać mnie nie zmuszą i mimo całej waszej władzy, mogę nie zmrużyć oka przez noc całą.
— To prawda — rzecze sekretarz — młodzieniec ma słuszność.
— A więc — rzecze Sancho — pozbawiłbyś się snu dla swojej fantazji, a nie przez chęć sprzeciwiania się moim rozkazom?
— To właśnie chciałem powiedzieć, panie gubernatorze — odrzekł młodzieniec.
— Jeżeli tak, to ruszaj spać do domu, a na drugi raz radzę ci nie żartować ze sprawiedliwością.
Młodzieniec odszedł, a gubernator odbywał dalej przegląd miasta. Wkrótce znów straż przyprowadziła młodego chłopca, bardzo ładnego i ubranego wytwornie.
— Panie gubernatorze — rzecze żołnierz — przyprowadzamy przebraną dziewczynę.
Jakoż przy świetle latarni łatwo było rozpoznać, że mniemany chłopiec był ładną szesnastoletnią zaledwie panienką, która, mając włosy związane w siatkę z zielonego jedwabiu, na białym atłasie złotem haftowaną kamizelkę, zwierzchnią szatę ze złotolitej materii, czerwone pończochy i zamiast szpady piękny sztylet za pasem, wyglądała jak młody chłopiec szukający awantur.
Nikt z obecnych nie wiedział, kto była. Sancho, zdziwiony nadzwyczajną pięknością dziewicy, ciekawie zapytał ją, dlaczego w niewłaściwym ubiorze o tak późnej godzinie chodzi po mieście. Dziewica, skromnie spuściwszy oczy, odpowiedziała: