— I cóż można zrobić nieprzyjaznego Don Kichotowi — rzekł Don Juan — za co by się pomścić nie potrafił, chyba, że sam zechce się uzbroić w tarczę cierpliwości, która, jak sądzę, nie jest najmniejszą z jego cnót!

Przepędzili część nocy na takich rozmowach, ale mimo wszystkich fortelów Don Juana, ażeby znaglić Don Kichota do czytania dalej tej książki, czy przypadkiem na inne by nie natrafił niedorzeczności, rycerz przystać na to nie chciał, mówiąc, że tak jakby przeczytał, że uważa ją całą za kłamliwą napaść. Gdyby zaś przypadkiem autor miał się kiedy dowiedzieć, że mu wpadła do rąk, nie chciał, ażeby pismak mógł przypuszczać, że się zajął przeczytaniem jej, bo uczciwy człowiek nie tylko nie powinien zatrzymywać myśli nad przedmiotami brudnymi i nieprzyjemnymi, ale i oczy od nich odwracać.

Don Juan zapytał go, jakie w tej chwili ma zamiary i dokąd jedzie. Odpowiedział, że udaje się do Saragossy na igrzyska, które w tej porze rok rocznie tam się odbywają. Don Juan powiedział mu jeszcze, że w owej książce jest wzmianka, jak Don Kichot miał się znajdować w tym samym mieście w czasie wyścigów do pierścieni, jak biedak bez pomysłu i rozumu, śmieszny, kutwa w ubraniu i przyborach, ale bogaty w niedorzeczności i bziki.

— Jeśli o to idzie — odparł Don Kichot — nowy historyk będzie miał oczywiste zaprzeczenie, noga moja nie postanie w Saragossie i wszyscy przekonają się, że nie jestem tym Don Kichotem, którego on opisuje.

— Bardzo waszmość dobrze zrobisz — rzekł Don Geronimo — właśnie też są turnieje w Barcelonie, gdzie wielmożność wasza waleczność swoją będzie mógł okazać.

— To jest właśnie mój zamiar, a ponieważ już czas udać się na spoczynek, żegnam waszmość panów i proszę zaliczyć mnie w poczet najlepszych przyjaciół i najwierniejszych sług swoich.

— Raczcie panowie i mnie zrobić ten zaszczyt — dodał Sancho — może się wam będę mógł na co jeszcze przydać.

Pan i sługa odeszli do swojej stancji, zostawiając kawalerów w uwielbieniu nad tą mieszaniną głupstwa i rozumu. Nie dorozumiewali się, że to był właśnie prawdziwy dar Don Kichota i Sancha, o których pierwsza część tej historii tyle narobiła hałasu. Skoro dzień zaświtał, Don Kichot wszedł do ich stancji i pożegnał się z nimi; Sancho tymczasem obrachował się z gospodarzem, zapłacił mu hojnie, radząc, ażeby nadal mniej chwalił, a bardziej dbał o zaopatrzenie w żywność gospody.

Rozdział VIII

Jaka zdarzyła się Don Kichotowi przygoda w drodze do Barcelony.