— Jaki ma zamiar najstarszy z moich synów?

— Powiedziałam już — odrzekła głowa — że nie wyrokuję o myślach, ale powiem ci, że syn twój myśli często, jak prędko cię pogrzebią.

— Znam go dobrze — odrzekł szlachcic — i nie pragnę więcej wiedzieć.

Żona Don Antonia zbliżyła się i rzekła do głowy:

— Nie wiem, o co się zapytać — oto chciałabym wiedzieć, czy długo będę żyła z kochanym moim mężem?

— Długo — brzmiała odpowiedź — bo dobre zdrowie i uczciwy sposób życia obiecują mu długie życie, które wielu skraca sobie rozpustą i nałogami.

Don Kichot zbliżył się z poważną swoją miną i głosem, radzącym się wyroczni, zapytał:

— Powiedz mi, ty, co tak dobrze odpowiadasz, czy to sen, czy prawda to, co napotkałem w jaskini Montesinos? Czy Sancho, mój giermek, da sobie baty, według obietnicy? Dulcynea da się odczarować?

— Co się tyczy jaskini — odparła głowa — o tym dużo mówić; przygoda ta jest na wpół snem, na wpół prawdą. Baty Sancha będą skuteczne i zaczarowanie Dulcynei skończy się.

— Więcej nie pragnę wiedzieć — rzekł Don Kichot — obym tylko mógł ujrzeć odczarowaną Dulcyneę, a pewnym będę zwycięstwa nad wszelkimi przygodami w życiu.