— Jakże się udało polowanie, mości generale? — zapytał wicekról.

— Tak pomyślnie — odparł generał — że wasza ekscelencja ujrzy wkrótce zwierzynę, powieszoną na maszynie.

— A to dlaczego? — zagadnie wicekról.

— Bo bez żadnego powodu, przeciw wszelkim prawom i zwyczajom wojennym, zabili naszej galerze dwóch najlepszych moich żołnierzy. Poprzysiągłem więc sobie powiesić całą osadę, zwłaszcza tego młodego trzpiota, który jest sternikiem.

To mówiąc, wskazał na młodzieńca, który z więzami na ręku, z pochyloną głową oczekiwał śmierci. Wicekról, zwróciwszy oczy, ulitował się nad nim. Młodość jego, piękność i skromna jakaś mina zdawały się błagać o łaskę, postanowił uratować mu życie.

— Sterniku — zapytał — czy jesteś Turkiem, Maurem, czy renegatem?

— Ani tym, ani owym — odrzekł po kastylsku zapytany.

— Kimże jesteś?

— Jestem kobietą i chrześcijanką.

— Kobietą i chrześcijanką! — zawołał wicekról — na tym statku, w takim miejscu! Dziwne by bardzo było, ale możnaż wierzyć temu?