Podnieśli Don Kichota, zdjęto mu hełm. Blady był bardzo i zbity, pot zimny nań wystąpił, jakby miał ducha wyzionąć. Rosynant zaś w takim był stanie, że ani myśleć nie można było o podniesieniu go. Sancho w smutku i zadziwieniu nie wiedział, co mówić i robić, myślał, że to czary. Zwyciężono pana w obliczu całego ludu, przez rok nie będzie mógł nosić zbroi; sława pańska raz na zawsze pogrzebana, a z nią nadzieje Sancha jak dym pierzchają. Obawiał się jeszcze, ażeby Rosynant nie został już na zawsze kaleką; z panem jeszcze gorzej było. Kiedy tak smutno rozmyślał i osłupiał niesłychanie, wicekról kazał Don Kichota odnieść w lektyce do miasta, gdzie się wkrótce udał, chcąc się dowiedzieć, kto był ów Rycerz Białego Księżyca.
Rozdział XIII
Jako się wykryło, kto był Rycerz Białego Księżyca. — Wiadomości o uwolnieniu Don Gregoria oraz inne przygody.
Don Antonio Moreno szedł krok w krok za Rycerzem Białego Księżyca i jednocześnie biegł za nim tłum dzieci, aż dopiero w mieście zamknąć się musiał w domu, dokąd jednak Don Antonio wszedł za nim po chwili. Giermek zdejmował zbroję rycerzowi, który odgadłszy powód odwiedzin Don Antonia, rzekł do niego:
— Widzę, co pana tu sprowadza, chcesz pan się dowiedzieć kto jestem? Nie będę zwodził pana i wręcz mu powiem, że nazywam się licencjat Samson Karasko i z tej samej jestem wioski, co Don Kichot z Manchy. Szaleństwo tego biednego szlachcica, który we wszystkich znajomych litość obudza, bardziej mnie od innych przykrość robiło i wytłumaczywszy sobie, że ozdrowienie jego zawisło od spokojności i pozostania w domu, postanowiłem sobie jakim bądź kosztem sprowadzić go na wieś, a już mnie to raz sporo kosztowało. Trzy miesiące temu przywdziałem w tym celu zbroję i w postaci błędnego Rycerza Zwierciadeł, spotkawszy go, wyzwałem na ostrze, pod warunkiem, że zwyciężony zda się na łaskę i niełaskę zwycięzcy. Miałem zamiar zapakować go na cały rok do domu, myśląc, że tymczasem będzie go można wyleczyć. Los jednak inaczej rozrządził, Don Kichot mnie zwyciężył i zamiaru do skutku nie mogłem doprowadzić. Don Kichot triumfujący odjechał, a ja z ran leczyć się musiałem. Pragnąłem się jednak spotkać z nim jeszcze w tym samym zamiarze i tym razem zwyciężyłem go, a ponieważ najskrupulatniej wypełnia wszystkie przepisy błędnego rycerstwa, przekonany jestem, że jak najdokładniej dotrzyma warunków walki, dał mi na to słowo. Wszystko już panu powiedziałem i proszę pana, żeby się Don Kichot o tym nie dowiedział, bo wszystkie usiłowania moje w niwecz by się obróciły, a biedak ten nie odzyskałby rozumu, który w gruncie jest doskonały, tylko nieco bzikami o błędnym rycerstwie pomieszany.
— Ach, panie — rzekł Don Antonio — nie mogę panu wybaczyć krzywdy, jaką wszystkim wyrządzasz, pozbawiając nas najprzyjemniejszego wariata w świecie. Nie uważałeś pan, że cała korzyść, jaka się da wydostać z rozumu Don Kichota, nie zdoła wyrównać przyjemności z bzików rycerza. Nie dlatego to mówię, żebym miał wątpić o skuteczności środków pańskich, choć prawie niepodobna przywrócić rozumu człowiekowi, który go zupełnie stracił, ale może się to zdarzyć i gdybym nie obawiał się grzeszyć przeciw miłości bliźniego, życzyłbym sobie, żeby Don Kichot nigdy nie wyzdrowiał, bo tracimy nie tylko jego bziki, ale i bziki Sancha, które najsmutniejszego zawsze rozśmieszą. Mimo to wszystko, obiecuję panu, że nic nie powiem, choćby tylko dla przekonania się, czy też panu Karasko udadzą się jego usiłowania.
— Panie — odrzekł Karasko — sprawa dobry wzięła obrót i zdaje mi się, że się uda zupełnie. — Powiedzieli sobie jeszcze kilka komplementów, a skoro tylko Don Antonio odszedł, Rycerz Białego Księżyca kazał związać zbroje i oręże, obłożyć nimi muła, a sam, wsiadłszy na swojego zwycięskiego rumaka, zwrócił się drogą ku wsi swojej, dokąd szczęśliwie dojechał. Don Antonio zdał sprawę wicekrólowi z tego, co mu powiedział Karasko, a wicekról nie mógł odżałować, że wkrótce pozbawieni będą wszyscy bzików Don Kichota. Przez sześć dni leżał Don Kichot w łóżku, srodze poturbowany upadkiem, ale bolała go bardziej klęska, niż wszystkie dolegliwości ciała. Sancho ciągle przy nim siedział, usiłując go pocieszyć. Między innymi rzekł do niego:
— No — panie — odważnie, powinieneś pan cieszyć się, a nie smucić. I tak dużo szczęścia, że spadłszy tak ciężko, głowy sobie nie rozbiłeś. Nie zawsze też człowiek w jednym jest usposobieniu, bo nie zawsze tam słonina, gdzie bywają kluski. Kpij pan zdrów z lekarza, kiedy panu nie potrzeba lekarstwa. E, wróćmy, paneczku, do domu, nie szukajmy darmo przygód w miejscach, których dobrze nie znamy. Na tym wszystkim jeszcze ja więcej tracę, choć pan bardziej potłuczony. Opuszczając wielkorządztwo, porzuciłem raz na zawsze chęć zostania wielkorządcą, ale nie porzuciłem chęci zostania hrabią. No i trudna rada, muszę sobie wytłumaczyć podobnie jak pan, że nie będziesz królem, bo porzuciwszy rycerstwo nie będziesz mógł nim zostać.
— Mój biedny przyjacielu — odparł Don Kichot — nie ma jeszcze nic straconego, oddalam się na rok tylko. Potem nikt mi nie może zabronić ująć znów za miecz, a nie zabraknie mi królestw do zdobycia, ani hrabstw dla ciebie.
— Daj Boże! — zawołał Sancho — lepszy zawsze rydz, niźli nic, dobre „będzie” więcej ma wartości od złego „teraz”.