Rozdział XXI

Jako Don Kichot przy wjeździe różne zobaczył rzeczy, co mu się złą wydało przepowiednią. Śmierć jego.

Przy wjeździe do wioski, powiada Cyd Hamed, Don Kichot ujrzał, jak się dwóch chłopaków kłóciło, wołając do siebie: „Nie dostaniesz jej, Perikuillo, nie zobaczysz jej nigdy!”

— Słyszysz, przyjacielu Sancho, co to dziecię powiada — nie zobaczysz jej nigdy!

— No i cóż, że ten chłopak to powiedział? — rzekł Sancho.

— To nie widzisz — odrzekł Don Kichot — że to ma znaczyć, iż nigdy już w życiu nie ujrzę Dulcynei?

Sancho chciał odpowiedzieć, ale nagle usłyszawszy hałas jakiś, odwrócił głowę i zobaczył, jak charty i strzelcy pędzili za zającem, który schował się między nogi burego. Schwytał go i oddał panu, ale zasmucony Don Kichot, nie patrząc nawet, zawołał:

— Oj, zły znak! zły znak! Zając ucieka, charty go doganiają, Dulcynei nie widać!

— Eh, do licha, dziwny z pana człowiek! — rzekł Sancho — wyobraź pan sobie, że tym zającem jest Dulcynea, a chartami czarownicy, co ją prześladując, przemienili w chłopkę. Ona ucieka, ja chwytam ją i oddaję panu, a pan się z nią pieścisz. Cóż to za zły znak? Czego się pan obawiasz?

Na to właśnie zbliżyli się owi dwaj chłopcy, co się kłócili, iż chcą zobaczyć zająca.