Don Kichot zapytał piątego, jaki popełnił występek.
— Ten — odpowiedział jeden ze straży — nosi ubiór studenta, był wielkim paplą, umiał dużo po łacinie i za to jest karany.
Po tych wszystkich wystąpił człowiek z tęgą miną lat trzydziestu mniej więcej, zezowaty na jedno oko i mocniej od innych okuty, miał bowiem zawiązany łańcuch u jednej nogi, który otaczał mu ciało jakby pierścieniami węża, przy tym obręcz na szyi taką, że wyprostowanej głowy zgiąć nie mógł, od tej obręczy do pasa szły dwa pręty żelazne, do których przymocowano ręce okute w kajdany, tak, że ani rąk do głowy, ani głowy do rąk zbliżyć nie mógł.
Don Kichot zapytał, dlaczego by ten gorzej od innych był traktowany.
— Bo on sam jeden — odpowie strażnik — więcej popełnił występków niż inni wszyscy razem, a oprócz tego jest tak śmiały, że nawet w stanie, w jakim obecnie się znajduje, nie jesteśmy pewni, czyli uciec nie zdoła.
— A jakiż on występek popełnił — rzecze Don Kichot — jeżeli na śmierć nie zasłużył?
— Skazany jest na dziesięć lat galer — odpowiedział strażnik — co już jest jakby śmiercią cywilną, lecz trzeba wiedzieć, że ten uczciwy człowiek jest to sławny Gines de Pasamonte, albo inaczej Ginesillo de Parapilla.
— Mości komisarzu — przerwie galernik — proszę trzymać język za zębami i nie rozszerzać się nad moim nazwiskiem lub przydomkiem. Imię mam Gines, nie Ginesillo, a Pasamonte, nie Parapilla, mojego rodu jest mianem. Niech każdy baczy na siebie, zamiast na drugich, a skoro się dobrze obejrzy, znajdzie niezawodnie dosyć do potępienia w sobie.
— Zaraz ja ci przytnę języka, ty wysoka szubienico — rzecze komisarz.
— Wszystko tu się dzieje według woli Bożej — rzecze Pasamonte, ale przyjdzie chwila, w której każdy dowie się, jakie jest moje prawdziwe nazwisko.