DON JUAN
A, bałwan przeklęty!
SGANAREL
Skinął głową, powiadam panu, nic prawdziwszego pod słońcem. Niechże się pan sam z nim rozmówi, aby się przekonać. Może...
DON JUAN
Chodź, ciemięgo, chodź. Pokażę ci jak na dłoni całe twoje tchórzostwo. Uważaj. Czy pan komandor raczy przyjść do mnie na wieczerzę? Posąg znowu kiwa głową.
SGANAREL
Nie chciałbym już tego oglądać ani za dziesięć dukatów. I cóż, panie?
DON JUAN
Et, chodźmy stąd.