By nim miała napełniać zebrania, salony,

Lub też, wierszem i prozą równie wyszczekana,

Pięknoduchów, markizów przyjmować od rana,

Podczas gdy ja, pod nazwą męża swojej pani,

Stałbym wzgardzony w kącie, dla wszystkich zbyt tani?

Nie, nie; nie chcę rozumu, co pieje zbyt górnie,

I mąż żony autorki łatwo idzie w durnie.

Chcę, niechaj moja, z prostą, nie spaczoną głową,

Nie wie nawet, co znaczy rymowane słowo;

I, jeśli gra w „koszyczek”, pragnę tego dożyć,