Że nie wolałbym zostać, no, tem, co to wiemy,

Niźli być zaślubionym z taką cnotą wściekłą,

Której humor straszliwy dom zamienia w piekło,

Z owym smokiem prawości, diablicą uczciwą,

Co na łbie naszym cnoty swej zbierając żniwo,

Za tę małą drobnostkę, której nam nie robi,

Kłótnią, swarem, zgryzotą życie nasze zdobi,

I chce, za swej nieszczęsnej wierności przywilej,

Abyśmy od niej wszystko już w zamian znosili?

Raz jeszcze, gdy o rogi chodzi, niech kum wierzy,