Ów żar miłosny, co się nieci w sercach ludzi,
Nie jest zalet następstwem ni od nich się budzi:
To czysty kaprys: nieraz ledwo możem sobie
Zdać sprawę, co ujęło nas w jakiejś osobie.
Ach, gdyby się kochało z wyboru, z rozsądku,
Pan byś całą mą tkliwość posiadł od początku,
Lecz, wiadomo, w te względy miłość się nie bawi.
Niech więc w mym zaślepieniu pan mnie już zostawi
I nie zbroi się wolą matki niewzruszoną,
Co mnie, wbrew chęci mojej, chce zrobić twą żoną.