[Olszowa68] 18 października 1863, niedziela
Jakim sposobem się to stało, Wandeczko moja, że dotychczas, spośród tej zawieruchy, która całą waszą rodzinę wstrząsnęła, ani jednym słóweczkiem jeszcze nie zgłosiłaś się do mnie? Jakim sposobem? jakim prawem? Wiem, że nie twoją winą; ale właśnie że wiem o tym, lepiej będzie, bym krócej nad wyśledzeniem przyczyny myślała. Nie przedłużaj milczenia. Zdawać by się mogło logiczniejszą daleko rzeczą, gdybyś ty w dzisiejszym swoim położeniu założyła do mnie o prędsze listy pretensję; ale na praktykę zewnętrzną biorąc, tak mi okropnie całe zdarzenie przedstawiono, że nie wiedziałam, gdzie znajdę i czy kogokolwiek znajdę jeszcze do odebrania mojej korespondencji. Na prawdę zaś wewnętrzną... ty mię zrozumiesz, Wando, dlaczego musisz zawsze uprzedzać mnie darami twymi: jesteś zamożniejsza; ale choćbyś też od kopalni Golkondy69 i potozyjskich bogatszą była, jeśli niektóre wymówione przez ciebie wyrazy miały swoją aktualną wiekuistą wartość — to mi danym będzie w tym liście, aby jedno takie napisać słowo, które ci siły pokrzepi i ciemną drogę rozjaśni. Nie dlatego, że ja mam Samsonowskie muskuły albo elektrycznym światłem gorejącą latarnię, ale dlatego, że ty weźmiesz, ty przeczytasz, ty dopełnisz — a obecność twego życia jest najsposobniejszą do wszelkiego dobra porą. Spotkało cię owo święte, jak ja zwykle powiadam, prawdziwie od Boga zesłane nieszczęście70, prawdziwie dla Boga niesiony krzyż. Dziś masz sposobność w samej sobie rozpatrzyć się i zatwierdzić każdy artykuł wiary swojej. Niech ci się nie zdaje, że to mniej cenna kosztowność; to właśnie było może najcięższą połową tej bezimiennej zmory, co ci piersi dusiła. Pomyśl i o mnie, Wandeczko; oto życie mi przeszło — stoję poza powązkowską rogatką pełna wątpliwości — z pugilaresem wypchanym niezwekslowanymi biletami; z garścią pojęć różnych, zdaje się szczerozłotych, a niewypróbowanych, nieprzetopionych w ogniu wypadków, nieostemplowanych zastosowaniem. Tobie, moja Wando, piorun spadł na głowę; jednak piorunem warto nerwy studiować, przyznaj sama, byle nie błotnistymi wyziewami trzęsawisk. Jestem pewna, że się musiałaś wielu nowych rzeczy sama o sobie dowiedzieć; mów mi o tym — dobre być muszą — a dobre rzeczy, które o sobie wiemy, najfundamentalniejszymi schodami ku niebu. Oho, gdybym ja co dobrego o sobie wiedziała — choć setną część tego, co ty myślisz — —
We mnie te wszystkie zdarzenia już nie na dobre, ale na wielką gorycz się przerabiają; szczególniej los Seweryna71 mię truje. Z was wszystkich jego znam najmniej osobiście; więc też mogę się martwić więcej osobistą stratą innych osób, ale jego ubytkiem truję się daleko śmiertelniej. Moja dobra, moja tak szanowna pani Emilia72 co porabia? czy ma jakie choć obietnice lepszego na ulgę? Gdybym z pewnością wiedziała, gdzie jej najstarszy, to bym się choć o godzinne spotkanie postarała. W tutejszym geograficznym położeniu, to jak gdyby się ziomkowie spotykali — mieszkańcy Miodogórza. A powiedz też panu Lutkowemu73 z trzeciego, że niech mu nigdy z sumienia nie odpadnie to wszystko, co ja tutaj na jego rachunek przefantazjowałam! Dzięki Bogu, teraz godzi mi się użyć takiego wyrażenia przefantazjowałam, ale nie życzę artystom podobnego gatunku fantazji. Mam nadzieję, że mi wkrótce o wszystkim doniesiesz i chociaż mam także usprawiedliwienie na różne niemożliwości, to wszelako spodziewam się trochę obszerniejszych informacyj niż w przeszłym liście. Toć ty mi nawet nie wspomniałaś, czy Julka miała jakie z Krakowa wiadomości? Dzisiaj mi każdy szczegół potrzebny. Kiedy myślę, jak ten Ojciec, co wam tak matkował, przy rozstaniu troszczyć się o was musiał w najdrobniejszych szczegółach właśnie, to mi najdrobniejszych do uspokojenia trzeba. Czy kto jest z wami — jak gospodarujecie — jakeście się urządziły? Pamiętaj, Wando, od ciebie mnie się to wszystko należy. Pozdrowienia dla wspólnych znajomych, tak niewiele ich zostało, że to zastąpić może imienną ich listę.
XI
[Olszowa, 1863] 30 października, piątek
Za twoje listy Wandeczko, krzyżyk na czoło i pocałowanie. Każdy szczegół coraz więcej łączy mię z życiem waszym i niby moje własne zapełnia. Już mi się zdawało, że zmiany powietrza, jesienne słoty lub przymrozki będą dla mnie jedynie meteorologicznym zjawiskiem, a tymczasem one są miarą waszej niespokojności i warunkami zdrowia waszego ojca, dlatego też wcale nie z obojętnym usposobieniem co rano przez okno wyglądam — nie sam szron widzę na ziemi jako w tej chwili, lecz i was wszystkie i ten znany mi przez mego siostrzeńca dziesiąty pawilon, który jednak mniej wilgotnym od dziewiątego mi się wydawa74. Czy Seweryn blisko stryja mieszka75? Jestem pewna, Wandeczko, że w tych dniach więcej niż kiedykolwiek myślałaś o dawnej Miodogórza świetności. Wszystko ruiną się rozsypało! — żal — żal — żal. Takim jedynie piersiom łatwiej dziś oddychać, które mają rzeczywiste, już nie mówię pojęcie — ale rzeczywiste „poczucie” wieczności przynajmniej — gdy na nieskończoność trudno człowiekowi się zdobyć innym sposobem jak przez dewocję. Były dla mnie kiedyś godziny, dni i miesiące, w których żyłam jakąś dziwną chronologią apokaliptycznych epok; lecz dzisiaj to wspomnienie służy mi tylko do lepszego wyrozumienia, jak ludzie stosunkowej hierarchii duchowej, żyją coraz szerszymi lub coraz ciaśniejszymi kręgami czasu — istnie niby w muzyce jeden ledwo oktawę obejmie, drugi półtorej i więcej. Jednych starczy zaledwie na efemerydalność chwili bieżącej: kiedy się wybierają w drogę, a słońce pogodnie świeci, to zapomną wziąć parasola; jeśli zimno, to letniego nie zapakują ubrania; w słotę im się zdaje, mają takie wrażenie, jak gdyby ciągle do śmierci ich padać miało, a w czas piękny nie wiedzą, że znów słota będzie — ot zwyczajnie efemerydy — najliczniejsze na świecie. Inni tacy, którzy czysto oktawę biorą i trzymają, to ci, którym potrzeba w latach przystępnych ich osobistej pamięci, w latach ich generacji wiadomego powodu i wiadomych następstw. Od tego do tego punktu sięga zazwyczaj siła wrażeń, pociech, smutków, projektów, prac i przedsięwzięć u najpoczciwszych ludzi. Mogą wiedzieć i rozważać sobie dalsze rzeczy, ale czuć, ale żyć mogą tymi bliższymi tylko. Jest to, według wszelkiego prawdopodobieństwa, normalność prawa Bożego — ale jak w Mądrości, w Ustawie Bożej musiała być objętą ewentualność „nieprawości”, tak dla zrównoważenia jej musiały być dane niektórym władze szerszej skali chronometrycznej. Tacy choć cierpią, w samym akcie nawet cierpienia czują logiczne uznanie najdalszych przyczyn i słodzą sobie obecność uprzytomnieniem celów najdalszych. Są to rzadkie wyjątki, są to może wyjątkowe dla wyjątków przebłyski; ale wiem, że są jednak. Tylko, na nieszczęście, wiem także, że ich z siebie wymusić niepodobna, że je w sobie zatrzymać bardzo trudno. Ha! moja Wando, bo też to prawdziwie dorównywa Bożemu podobieństwu. — Przed Bogiem zawsze wszystko jest teraźniejszością. Słyszałam, że w hebrajskim ksiąg świętych języku, dla oddania tej myśli, słowa nie mają żadnego czasowania, zawsze są w teraźniejszym czasie wyrażane: od kiedy Duch Boży unosił się nad przepaściami, aż do kiedy miał wejść człowiek w odpoczynienie Jego, wszystko tam stoi, że jest, nie że było lub będzie. Ale mnie o takich rzeczach dzisiaj mówić się nie godzi. Och! ja fatalnie, szkaradnie, efemerydalnie żyję; dla mnie wrażeniem wyłącznym to co od wschodu do zachodu słońca stać się może, co w jednej dobie się stało. Czy się bardzo pocieszysz, Wando, gdy ci powiem, że na kilkakroć sto tysięcy obliczyć by można jednak takich osób, które dzisiaj z pocałowaniem ręki, sans bénéfice d’inventaire, weszłyby dzisiaj we wszystkie warunki i okoliczności mego położenia. Najpierwej, pod względem materialnym i serdeczno-życzliwym, niczego między siostrami i siostrzenicami nie brakuje mi; po wtóre spokojność głęboka. Najdramatyczniejszy wypadek — pożar, który coś trzy tygodnie temu zajął się w suterenach i skończył na usmażeniu kilku korcy mąki z kilkoma ćwierciami cebuli. Wprawdzie popłoch był generalny, dom zbudowany oryginalnie według pomysłu Idzikowskiego ma dwa piętra, a jedne ciemne i bardzo ciasne w samym środku schody — właśnie niedaleko tych schodów się zajęło — wyrzucano oknami rzeczy, pościele — futra — a mnie było smutno, że się o nic zemocjonować nie mogłam. Prócz tego wypadku, spokojność głęboka. O dziesięć wiorst rozbijano oddział rawski, a tu nawet echem strzały nie doszły. Wojsko chodzące po egzekucji nadzwyczaj małe szkody u nas zrobiło; jak raz w nocy kilku kozaków do karczmy wpadło, to ich sześcioma kwartami wódki karczmarka się pozbyła. W ogóle, zważywszy na różne strony, co być by mogło, a co jest, trzeba ręce łamać lub gębę rozdziawiać. Teraz wszyscy prawie obywatele chwalą sobie generała Radina za jego względność i sprawiedliwość; każe on chłopom płacić zaległe czynsze i w egzekucji do podatków obywatelskich je zalicza, dowodząc bardzo jasno chłopom, że Cesarz czynszów nie darowywał, bo nie do Cesarza należały, tylko do Panów; tak samo i munduru, który pan generał nosi, Cesarz nikomu nie daruje itp. Procedé delicat76.
Czemu tak rzadko, Wando, z panią Ignacową77 się widujesz? Płonne zapytanie, boć zapewne nie z innej, tylko z tej prostej przyczyny, że woda płynie i życie płynie... daleko — najlepsi z najlepszymi się rozchodzą, a potem drugich spotykają, i tak ciągle — ciągle aż do grobu. Gdyby jednak trochę baczności, można by niejedno utrwalić, zatrzymać, lecz my się nie spostrzegamy. Ja spostrzegłam wyraźniej trochę, dopiero kilka tygodni temu, kiedy siostra oddała mi pakiety starych przed trzydziestoma blisko laty pisanych przeze mnie lub do mnie listów. Z ilu to stosunków, ile to rzeczy powinno było się zrobić, aż sumienie trochę zbladło, dziś wszystko stracone. Lost! lost! lost! — Od Lasi nie miałam listu bardzo dawno; mój grzech, że nie odpisałam, a czemu nie odpisałam? Mogłabym jej i tobie z końca powiedzieć, lecz nie z początku, więc daję za przegraną. Żegnaj już, w samą porę o list dla przesłańca wołają. Żegnajcie, żegnajcie, wszystkie. † † †
XII
12 listopada 1863, Olszowa
Już na dwa listy twoje z odpowiedzią zaległam — jako widzisz, coraz sumienniejszą masz ze mnie korespondentkę; dawniej tak ścisłego nie prowadziłam regestru — ale dzisiaj — interes ludzi łączy, jeśli od ciebie słowa wiadomości nie wyszachruję, to mi Warszawa cała przepadnie i właśnie o najpotrzebniejszych szczegółach nikt nie doniesie — ciebie zaś i bliskich twoich los najpotrzebniejszym szczegółem w życiu moim bieżącym postawił. Dlatego, kiedy piszesz, choćbyś nie chciała, musisz pisać o tym, o czym głównie dowiedzieć się pragnę. Tymczasem zbyt długi monolog znudziłby cię może, Wandeczko — więc ja też z wolna przywykam do coraz częstszych odpowiedzi — chociaż sama ze swej strony w przedmioty do rozmowy bardzo uboga. Kiedy się dzisiaj zabierałam, by ten list na pocztę przygotować, aż mię strach zdjął prawdziwie, wspomniawszy sobie, czym stronice rozłożonej ćwiartki napełnię? Mam tylko w myśli takie rzeczy, o których pisać nie chcę albo nie mogę.