Bój się Boga, Wando, nie nazywaj w sobie niczego brakiem znajomości własnego serca. To twoja niedokładność, że własne wnętrze zanadto rozpatrujesz, a mało się uczysz zewnętrzności.

Odsyłam książki pożyczone; mam nadzieję, że mi przyślecie co nowego — ach! przyślijcie, bo tak zimno!

Gdyby było ciepło i cicho, to bym dla twojej instrukcji napisała powieść o kobiecie patrzącej w siebie. Przez cały jeden ranek układałam sobie szczególiki i okoliczności, które by mogły spostrzeżenia moje uwydatnić. Remarquez138, że nie mówię o sensie moralnym — tylko o spostrzeżeniach.

Wiesz co, Wando — raz jeszcze z prośbą do ciebie się odwołuję. Prześlę ci bardzo dokładny abrys powieściowy — ty go obrobisz — ja gdzie umieszczę. Ludziom się przyda na zabicie czasu, a nam na podróż w Tatry — hę? Gdybym była chciała być konsekwentną w pojęciach moich o ideale autorskim, to bym nigdy była pióra w kałamarzu nie umaczała. Ot, pisze się po prostu dlatego, że coś na myśl przyjdzie, grzech w tym jedynie, kiedy się pisze, choć nic nie przychodzi.

Niech ci Zosia opowie kanwę przynajmniej powieści angielskiej Cyrille, wcale nie dla „najlepszości”, ale mam w tym mój interes.

Bądźcie zdrowe — oj zdrowe, zdrowe!

Czy ci też na myśl nie przyszło, moja Wandeczko, postarać się o przeczytanie którejkolwiek z wypisanych dla mnie przez Stasia książek?

Ile razy znajdziesz książkę jaką, której byś mi mogła pożyczyć, to poślij do Julii, niech Julia odstawi Polci. Polcia ma po dziesięć okazji na tydzień do Pszczonowa139.

LII

[Lublin] 12 stycznia 1866