— Czy wybaczyłbyś mu, gdyby ocalił wszystkie światy, ale udręczył jednego człowieka? Albo gdyby był nieco surowy tylko względem jednego, głupiego dziecka? Jakie znaczenie ma tu nasz ból czy nasza porażka? Sprawca Gwiazd! To dobre określenie, choć jego znaczenie jest dla nas nie do pojęcia. O, Sprawco Gwiazd, nawet jeśli mnie zniszczysz, muszę cię wielbić. Nawet jeśli zadręczysz moich bliskich, zadręczysz i zmarnujesz wszystkie nasze piękne światy, drobne wytwory twojej wyobraźni, muszę cię wielbić. Bo jeśli tak postępujesz, to musisz mieć rację. We mnie byłoby to czymś złym, ale w tobie musi być dobre.

Znów opuścił wzrok, przyglądając się zrujnowanemu miastu, po czym odezwał się.

— A jeśli jednak nie ma żadnego Sprawcy Gwiazd, jeśli cały zbiór galaktyk powstał sam z siebie, nawet jeśli ten nasz wstrętny świat to jedyne miejsce pośród gwiazd, w którym mieszka duch, muszę wielbić. Ale jeśli nie ma Sprawcy Gwiazd, to co miałbym wielbić? Nie wiem. Mogę to nazwać tylko ostrym, wykwintnym smakiem egzystencji. Ale powiedzieć tak to niemal jak nic nie powiedzieć.

IV. Dalsza podróż

Musiałem spędzić na Innej Ziemi kilka lat, znacznie dłużej niż zamierzałem, gdy po raz pierwszy spotkałem tam jednego z chłopów pracujących w polu. Często tęskniłem za domem. Z bolesnym niepokojem zastanawiałem się, jak radzą sobie moi bliscy i jakie zmiany zastanę, jeśli kiedyś powrócę. Zaskoczyło mnie, że mimo wszystkich nowych wrażeń na Innej Ziemi myśli o domu wciąż były tak silne. Zdawałoby się, że dopiero chwilę wcześniej siedziałem na wzgórzu, patrząc na światła przedmieścia. Minęło jednak kilka lat. Dzieci będą niemal nie do poznania. A ich matka? Jak jej się wiedzie?

Za długość mojego pobytu na Innej Ziemi częściowo odpowiadał Bvalltu. Nie chciał słyszeć o pożegnaniu zanim każdy z nas nie zrozumie dobrze świata drugiego. Pobudzałem wciąż jego imaginację, aby mógł wyobrazić sobie tak dokładnie jak to możliwe życie na mojej planecie i podobnie jak dla mnie jego świat, dla niego nasza Ziemia również była zdumiewająca i pełna absurdów. Nie zgadzał się nawet ze mną co do tego, który ze światów jest bardziej groteskowy.

Nie tylko chęć dzielenia się informacjami związała mnie z Bvalltu. Zacząłem uważać go za dobrego przyjaciela. U początków naszego partnerstwa zdarzały się pewne napięcia. Choć obaj byliśmy cywilizowanymi ludźmi, którzy starali się zachowywać grzecznie i życzliwie, nasza wyjątkowa intymność czasami nas męczyła. Na przykład nużyło mnie bardzo jego zamiłowanie do smakowej sztuki jego świata. Siedział godzinami, muskając wrażliwymi palcami impregnowane sznurki, delektując się sekwencjami, które dla niego wyróżniały się subtelnością formy i symboliką. Z początku zaintrygowało mnie i poruszyło estetycznie, ale mimo jego cierpliwej pomocy nie byłem w stanie w pełni docenić estetyki smaku. Prędzej czy później męczyło mnie to lub nudziło. Niecierpliwiła mnie też jego potrzeba snu. Jako że byłem bezcielesny, sam jej nie odczuwałem. Mogłem oczywiście opuścić Bvalltu i sam krążyć po świecie, ale często irytowała mnie potrzeba zakończenia interesujących wrażeń danego dnia jedynie po to, by ciało mojego gospodarza mogło odpocząć. Bvalltu zaś, zwłaszcza z początku, nie przepadał za moją zdolnością do oglądania jego snów. Na jawie był w stanie skrywać przede mną swoje myśli, ale we śnie był bezbronny. Naturalnie szybko nauczyłem się powstrzymywać się przed korzystaniem z tej mocy, a on, w miarę jak darzyliśmy się coraz większym szacunkiem, już nie strzegł tak bardzo swojej prywatności.

Z czasem stwierdziliśmy, że kosztować smaku życia oddzielnie oznaczało stracić połowę jego bogactwa i niuansów. Żaden z nas nie mógł w pełni ufać własnej ocenie i motywom o ile drugi nie dzielił się z nim szczerą, ale przyjazną krytyką.

Przyszedł nam do głowy plan, który zaspokoiłby jednocześnie naszą przyjaźń, jego zainteresowanie moim światem i moją własną tęsknotę za domem. Dlaczego mielibyśmy w jakiś sposób nie odwiedzić wspólnie mojej planety? Już raz przemierzyłem tę drogę, czy nie moglibyśmy przemierzyć jej podobnie razem? A gdy spędzimy nieco czasu na Ziemi, moglibyśmy znów wyruszyć w drogę.

Musieliśmy w tym celu zająć się dwoma różnymi kwestiami. Należało dokładnie zbadać sposób podróży międzygwiezdnych, jaki osiągnąłem zupełnym przypadkiem. Oprócz tego konieczne było odnalezienie mojego ojczystego układu planetarnego na mapach astronomicznych Innej Ziemi.