W czasie naszej wizyty na najciekawszym z tych owadzich światów jego populacja składała się z wielu narodów rojów. Każdy rój miał własne gniazdo, swoje lilipucie miasto, obszar wielkości około połowy hektara, na którym ziemia do półmetrowej głębokości wypełniona była siecią korytarzy i pomieszczeń. Okolica wokół przeznaczona była pod uprawę stanowiących pożywienie mchów. W miarę jak rój się rozrastał, mogły powstawać kolonie poza zasięgiem fizjologicznego układu radiowego roju-rodzica. W ten sposób powstawały nowe zbiorowe jednostki. Jednak ani w tej rasie, ani w rasie ptasich chmur nie istniało nic odpowiadającego kolejnym pokoleniom poszczególnych umysłów. W każdym roju pojedyncze owady wciąż obumierały i były zastępowane przez nowe, ale sam umysł był potencjalnie nieśmiertelny. Jednostki były zastępowalne, ale grupowa jaźń trwała i jej pamięć sięgała wstecz poprzez niezliczone pokolenia jednostek, aż w końcu słabła i zatracała się w tym archaicznym czasie, gdy „ludzki” umysł powstawał z „przedludzkiego”. Cywilizowane roje dysponowały więc mętnymi i fragmentarycznymi wspomnieniami każdego okresu historycznego.

Cywilizacja zmieniła dawne chaotyczne mrowiska w szczegółowo planowane podziemne miasta; dawne kanały irygacyjne stały się ogromną siecią arterii wodnych, którymi przewożono towary. Wprowadziła siłę mechaniczną, w oparciu o spalanie materii roślinnej, wytopiła metale ze skał, stworzyła niezwykle drobne, niemal mikroskopijne maszyny, które ogromnie polepszyły komfort i stan zdrowia w bardziej zaawansowanych regionach. Dzięki niej powstało też mnóstwo drobnych pojazdów odpowiadających naszym traktorom, pociągom, statkom. Wytworzyły się też różnice klasowe między tymi rojami, które nadal wiodły życie rolnicze, tymi, które zajmowały się przemysłem i tymi, które wyspecjalizowały się w inteligentnej koordynacji działań w danym kraju. Te ostatnie stały się z czasem biurokratycznymi tyranami.

Dzięki znacznym rozmiarom planety i trudnościom związanym z dalekimi podróżami dla stworzeń tak niewielkich, jak pojedyncze insekty, cywilizacje rozwinęły się niezależnie w dziesiątkach odizolowanych od siebie miejsc. A gdy w końcu nawiązały ze sobą kontakt, wiele z nich było już wysoce uprzemysłowionych i wyposażonych w „nowoczesną” broń. Czytelnik może łatwo wyobrazić sobie, co stało się, gdy rasy należące w większości przypadków do różnych gatunków i mające zupełnie obce dla siebie nawzajem zwyczaje, myśli i ideały, nagle zetknęły się ze sobą i rozgorzał między nimi konflikt. Nużące byłoby opisywanie szalonych wojen, które nastąpiły. Warto jednak zauważyć, że my, telepatyczni goście z miejsc odległych w czasie i przestrzeni, mogliśmy komunikować się z tymi walczącymi ze sobą rojami łatwiej niż one między sobą. I dzięki tej mocy byliśmy w stanie odegrać ważną rolę w historii tego świata. Zapewne właśnie dzięki naszej mediacji rasy te uniknęły wzajemnego zniszczenia. Zajmując pozycje w „kluczowych” dla każdej strony konfliktu miejscach, cierpliwie dawaliśmy naszym gospodarzom wgląd w mentalność wroga. A jako że każda z tych ras wykroczyła znacznie poza poziom rozwoju społecznego znany na Ziemi i umysł roju był zdolny do prawdziwej wspólnoty z istotami własnej rasy, uświadomienie sobie, że wróg nie jest potworem, ale istotą podobnie ludzkiego poziomu, wystarczyło, żeby zdusić ducha walki.

„Kluczowe” umysły po każdej ze stron, oświecone przez „boskich posłańców”, bohatersko nawoływały do pokoju. I choć wiele z nich poniosło męczeńską śmierć, ich sprawa zwyciężyła. Rasy zawarły pokój między sobą — wszystkie poza dwiema, walecznymi i dość zacofanymi kulturowo. Tych nie udało się nam przekonać, jako że wyspecjalizowały się w wojnie i stanowiły poważne zagrożenie. Uważały nowego ducha pokoju za słabość wroga, którą zamierzały ją wykorzystać, by podbić resztę świata.

Byliśmy teraz jednak świadkami dramatu, który dla ziemskich ludzi musiałby wydawać się niesamowity. Możliwy był na tym świecie jedynie dzięki wysokiemu poziomowi trzeźwości umysłu, który osiągnięto wewnątrz każdej z ras. Pokojowe rasy miały dość odwagi, by dokonać rozbrojenia. W spektakularny sposób zniszczyły broń i fabryki zbrojeniowe. Dopilnowały też, aby świadkami tego były wzięte do niewoli wrogie roje. Jeńców następnie uwolniono, nakazując im zdać raport dowódcom. W odpowiedzi wróg najechał na najbliższy z rozbrojonych krajów i zaczął bezlitośnie narzucać mu swoją militarystyczną kulturę za pomocą propagandy i prześladowań. Ale mimo masowych egzekucji i tortur skutek był nieoczekiwany. Chociaż rasy tyranów nie były szczególnie bardziej rozwinięte społecznie niż Homo sapiens, ich ofiary znacznie je przewyższały. Represje wzmocniły jedynie ducha biernego oporu. Krok po kroku tyrania zaczęła chwiać się w posadach i ostatecznie załamała się. Najeźdźcy wycofali się, zabierając ze sobą zaraźliwy pacyfizm. W zaskakująco krótkim czasie świat ten stał się federacją różnych gatunków.

Ze smutkiem zdałem sobie sprawę, że na Ziemi, choć wszystkie cywilizowane istoty należały do jednego biologicznego gatunku, tak szczęśliwe zakończenie konfliktów jest niemożliwe, jako że wpływ społeczności na poszczególne umysły jest nadal zbyt słaby. Zastanawiałem się też, czy rasy owadzich tyranów nie narzuciłyby skuteczniej swojej kulturze podbitym krajom, gdyby istniało osobne pokolenie młodych, podatnych na wpływy rojów, które mogliby odpowiednio wychować.

Gdy ten owadzi świat rozwiązał swój kryzys, zaczął czynić tak szybkie postępy w rozwoju struktury społecznej i poszczególnych umysłów, że z coraz większym trudem utrzymywaliśmy kontakt, aż w końcu go utraciliśmy. Później jednak, gdy sami osiągnęliśmy wyższy poziom, udało nam się odwiedzić ten świat ponownie.

O pozostałych owadzich światach nie powiem nic, ponieważ żaden z nich nie miał odegrać ważnej roli w historii galaktyki.

Aby dopełnić obrazu ras, w którym żaden umysł nie miał jednego, fizycznie ciągłego ciała, muszę wspomnieć o ich jeszcze dziwniejszym rodzaju. Wśród tych istot każde ciało stanowi chmurę ultramikroskopijnych elementów, zorganizowanych we wspólny układ radiowy. Do tego typu należy rasa zamieszkująca obecnie naszego sąsiada, Marsa. Jako że opisałem już te istoty i tragiczne relacje, jakie nawiążą z naszymi potomkami w odległej przyszłości w innej książce11, nie poświęcę im tu więcej uwagi. Wspomnę tylko, że nawiązaliśmy z nimi kontakt dopiero w znacznie późniejszej części naszej przygody, gdy udało nam się uzyskać zdolność do porozumienia z istotami obcymi nam pod względem stanu duchowego.

3. Ludzie-rośliny i inni