Różne światy znajdowały różne sposoby na rozwiązanie tego problemu. Niektóre rasy przydzielały jednostkom okres nie więcej niż trzystu naszych lat. Inne pozwalały na pięćdziesiąt tysięcy. Jedna rasa szkarłupni zdecydowała się na potencjalną nieśmiertelność, ale wyposażyła się w przemyślny mechanizm psychologiczny, dzięki któremu, jeśli stara istota przestawała nadążać za zmieniającymi się warunkami, nie mogła nie zauważyć tego faktu i domagała się wtedy eutanazji, chętnie ustępując miejsca bardziej nowoczesnym następcom.
Na różnych światach zaobserwowaliśmy wiele innych triumfów eksperymentów eugenicznych. Ogólny poziom inteligencji jednostek podniesiono, oczywiście znacznie ponad możliwości umysłowe Homo sapiens. Ta superinteligencja, którą może osiągnąć jedynie zjednoczona psychicznie społeczność rozwinięta była także na najwyższej dostępnej płaszczyźnie, czyli poziomie świadomej indywidualności całego świata. Nie było to oczywiście możliwe do czasu, aż spójność społeczna poszczególnych istot w światowym społeczeństwie nie stała się tak znaczna, jak integracja elementów układu nerwowego. Wymagało to również znacznego rozwoju telepatii. Poza tym nie było to możliwe do czasu, aż większość istot uzyskała szeroki zakres wiedzy nieznanej na Ziemi.
Ostatnią i najtrudniejszą mocą, jaką osiągały te światy w trakcie fazy utopijnej była psychiczna swoboda poruszania się w czasie i przestrzeni, ograniczona moc bezpośredniego przyglądania się wydarzeniom odległym od czasoprzestrzennego położenia obserwatora, a nawet wpływania na nie. Przez cały czas naszej eksploracji zdumiewał nas wciąż fakt, że nam, istotom w większości dość skromnego rzędu, udało się osiągnąć tę swobodę, która, jak odkryliśmy, była tak trudna do opanowania dla tak wysoce rozwiniętych światów. Teraz uzyskaliśmy wyjaśnienie. Przedsięwzięcie takie jak nasze nie mogło rozpocząć się bez niczyjej pomocy. Podczas naszych przygód znajdowaliśmy się nieświadomie pod wpływem sieci światów, które uzyskały tę moc dopiero po eonach badań. Nie moglibyśmy poruszyć się choć o krok bez ciągłego wsparcia tych genialnych, symbiotycznych ichtioidów i arachnoidów, które odgrywały wiodącą rolę w historii naszej galaktyki. To one kontrolowały naszą całą przygodę, abyśmy mogli podzielić się doświadczeniami z resztą naszych prymitywnych ojczystych światów.
Swobodny ruch w czasie i przestrzeni, moc kosmicznej eksploracji i wpływu za pomocą kontaktu telepatycznego stanowiły jednocześnie najpotężniejszą, jak i najbardziej niebezpieczną umiejętność dostępną w pełni przebudzonym, utopijnym światom. Poprzez nierozważne korzystanie z tych środków wiele wspaniałych, zjednoczonych ras spotkała katastrofa. Czasami podróżujący w ten sposób światoumysł nie był w stanie zachować przytomności ducha w obliczu ogromu nędzy i rozpaczy, jaki zalewał go telepatycznie ze wszystkich stron galaktyki. Czasami sama trudność zrozumienia niuansów tego, co zostało mu objawione wprawiała go w załamanie psychiczne, z którego nie było wyjścia. Czasami stawał się tak zauroczony telepatycznymi przygodami, że tracił zainteresowanie życiem na własnej planecie i światowa społeczność, pozbawiona przewodnictwa wspólnego umysłu, popadała w chaos i rozkład, a sam eksplorujący wszechświat umysł umierał.
2. Walki między światami
Ze wspomnianych żywych utopii kilka osiągnęło ten stan nawet przed narodzinami Innej Ziemi, więcej rozkwitało przed powstaniem naszej planety, ale najważniejsze z tych światów mieściły się na skali czasu w większości w dalekiej przyszłości, w epoce, która nastała na długo po zniszczeniu ostatniej z ras ludzkich. Wśród tych przebudzonych światów ofiar różnego rodzaju nieszczęść było oczywiście znacznie więcej niż wśród niższych, mniej kompetentnych. Choć katastrofalne wypadki miały miejsce w każdej epoce, liczba przebudzonych światów w galaktyce stale rosła z upływem czasu. Tempo narodzin planet, wynikających z przypadkowych spotkań dojrzałych, ale nie starych gwiazd, osiągnęło (czy też osiągnie) maksimum względnie późno w historii galaktyki, a następnie zacznie spadać. Ale jako że podlegający fluktuacjom postęp świata od zwierzęcości do dojrzałości duchowej zajmuje średnio kilka miliardów lat,populacja utopijnego, w pełni świadomego świata osiągnęła swe maksimum bardzo późno, gdy fizyczny stan galaktyki już dawno nie należał do najlepszych. Co więcej, choć nawet we wczesnych epokach ta garstka przebudzonych światów czasami skutecznie nawiązywała ze sobą kontakt albo za pomocą podróży międzygwiezdnych, albo telepatii, to dopiero na dużo późniejszym etapie historii galaktyki relacje międzyświatowe zaczęły skupiać ich uwagę.
W ciągu całego procesu przebudzenia świata istniało jedno poważne, a subtelne, łatwe do przeoczenia zagrożenie. Jego zainteresowanie mogło tak „zafiksować” się na jakimś aktualnym przedsięwzięciu, że uniemożliwiało to dalsze postępy. Może wydawać się dziwne, że istoty, których wiedza psychologiczna tak bardzo przekraczała osiągnięcia człowieka, wpadały w taką pułapkę. Najwyraźniej na każdym etapie rozwoju umysłowego, poza najwyższym, cel wzrostu jest zarysowany jedynie delikatnie i łatwo zboczyć z drogi do niego. Z czegokolwiek to wynika, faktem jest, że pewna część dość rozwiniętych światów, nawet ze wspólną mentalnością, uległa dziwnemu, katastrofalnemu wypaczeniu, które bardzo trudno mi zrozumieć. Mogę jedynie zasugerować, że głód prawdziwej wspólnoty i jasności umysłowej stał się tam być może tak obsesyjny i perwersyjny, że zachowanie tych podniosłych dewiantów mogło zdegenerować się do form odpowiadających mentalności plemiennej i religijnemu fanatyzmowi. Choroba ta wkrótce prowadziła do stłumienia wszelkich elementów, które mogłyby być oporne wobec akceptowanej powszechnie kultury światowej społeczności. Gdy takie światy opanowały zdolność podróży międzygwiezdnych, zdarzało się, że ogarniała je fanatyczna chęć narzucenia własnej kultury całej galaktyce. Czasami zapał ten stawał się tak gwałtowny, że prowadził to brutalnych wojen religijnym przeciwko każdemu, kto ośmielił się stawić opór.
Obsesje wywodzące się z tego czy innego etapu drogi ku utopii i pełnej świadomości, nawet jeśli nie kończyły się gwałtowną katastrofą, mogły zmarnować szansę świata na pełne przebudzenie. Nadludzka inteligencja, odwaga i niezłomność oddanych sprawie jednostek mogła skupić się na błędnych lub niegodziwych celach. W ekstremalnych przypadkach nawet społecznie utopijny świat składający się mentalnie na zbiorowy umysł mógł pogrążyć się w szaleństwie. Ze wspaniale zdrowym ciałem i obłąkanym umysłem był w stanie straszliwie zaszkodzić innym.
Takie tragedie nie były możliwe przed upowszechnieniem się podróży międzyplanetarnych i międzygwiezdnych. Dawno temu, we wczesnej fazie galaktyki, liczba układów planetarnych była bardzo mała i jedynie kilka z nich osiągnęło utopię. Były rozproszone po całej galaktyce w olbrzymiej odległości od siebie nawzajem. Każdy prowadził swoje życie w niemal kompletnej izolacji, nie licząc niestabilnej łączności telepatycznej z innymi. W nieco późniejszym, ale nadal wczesnym okresie, gdy te najstarsze dzieci galaktyki udoskonaliły swoje społeczeństwo i biologiczną naturę i znalazły się na progu nadindywidualności, zwróciły uwagę ku podróżom międzyplanetarnym. Kolejno rozpoczynały rakietowe loty w kosmos i zaczęły wyodrębniać wyspecjalizowane populacje na potrzeby kolonizacji sąsiednich planet.
W jeszcze dalszej epoce, w środkowym okresie historii galaktyki, istniało znacznie więcej układów planetarnych niż w poprzednich erach i coraz więcej inteligentnych światów wyłaniało się pomyślnie z wielkiego kryzysu psychologicznego, w którym pogrąża się ostatecznie tak wiele z nich. Tymczasem niektóre przebudzone światy ze starszego „pokolenia” mierzyły się już z niezwykle trudnymi problemami podróży na skalę międzygwiezdną, a nie tylko międzyplanetarną. Ta nowa moc w sposób nieunikniony zmieniła cały charakter galaktycznej historii.