1. Wiele galaktyk
Galaktyczna wspólnota światów starała się udoskonalić komunikację z innymi galaktykami. Najprostszym medium kontaktu była telepatia, ale pożądane było także fizyczne przemierzenie wielkiej przestrzeni między tą galaktyką a następną. To właśnie w ramach starań by wysłać posłańców na takie wyprawy wspólnota światów sprowadziła na siebie epidemię eksplodujących gwiazd.
Zanim opiszę tę serię katastrof muszę powiedzieć coś o warunkach panujących w innych galaktykach, poznanych przez nas dzięki udziałowi w doświadczeniach naszej Drogi Mlecznej.
Eksploracja telepatyczna dawno temu ujawniła, że przynajmniej w części pozostałych galaktyk istniały obdarzone umysłem światy. A teraz, po długich eksperymentach, światy naszej galaktyki, pracując nad tym celem jako jeden galaktyczny umysł, uzyskały znacznie bardziej szczegółową wiedzę o kosmosie jako całości. Okazało się to dość trudne z uwagi na niespodziewaną zaściankowość mentalności światów każdej z galaktyk. Jeśli chodzi o ich fizyczną i biologiczną budowę nie było znacznych różnic. W każdej egzystowała różnorodność ras tych samych podstawowych typów, co w naszej galaktyki. Ale na płaszczyźnie kulturowej tendencje rozwoju galaktycznych społeczności doprowadziły do ważnych rozbieżności mentalnych, często tak głęboko zakorzenionych, że nieświadomych. Dlatego też z początku rozwiniętym galaktykom bardzo trudno było nawiązać ze sobą kontakt. Kultura naszej galaktyki zdominowana została przez kulturę symbiontów, która rozwinęła się w wyjątkowo szczęśliwej subgalaktyce. Mimo okropieństw ery imperialnej, kultura Drogi Mlecznej była w pewnym sensie dość nijaka, co czyniło trudnym stosunki telepatyczne z galaktykami o bardziej tragicznym losie. Poza tym szczegóły podstawowych koncepcji i wartości akceptowanych przez nasze galaktyczne społeczeństwo w dużej mierze wywodziło się z morskiej kultury, która zdominowała subgalaktykę. Choć populacja „kontynentalnych” światów była w większości humanoidalna, ich rdzenne kultury znajdowały się pod znacznym wpływem mentalności mieszkańców oceanów. A jako że ta oceaniczna struktura mentalna była rzadkością pośród galaktycznych społeczności, nasza galaktyka była nieco odizolowana od większości z nich.
W wyniku długiej i mozolnej pracy naszej społeczności światów udało się dokonać dość kompletnych badań populacji kosmosu. Odkryto, że w owym czasie różne galaktyki znajdowały się na wielu różnych etapach rozwoju umysłowego i fizycznego. Wiele bardzo młodych układów, w których materia mgławicowa wciąż dominowała nad gwiazdami, nie zawierało jeszcze żadnych planet. W innych, choć istniały już pierwsze ziarna życia, nie doszło ono jeszcze nawet do „ludzkiego” poziomu. Niektóre galaktyki, choć fizycznie dojrzałe, były niemal pozbawione układów planetarnych albo zupełnym przypadkiem, albo z uwagi na znacznie odległości między ich gwiazdami. W kilku z milionów galaktyk jeden inteligentny świat rozprzestrzenił swoją rasę i kulturę na całą galaktykę, organizując całość tak, jak zarodek organizuje całą substancję jaja. W tych galaktykach galaktyczna kultura opierała się oczywiście na założeniu, że z tego jednego zalążka zaludniony ma zostać cały kosmos. Gdy w końcu nawiązano kontakt telepatyczny z innymi galaktykami, skutek był z początku oszałamiający. Istniało też trochę galaktyk, w których dwa lub więcej takich zalążków rozwinęło się niezależnie od siebie i w końcu nawiązało kontakt. Czasami skutkiem była symbioza, a czasami niekończąca się walka i ostatecznie wzajemne zniszczenie. Najczęstszym typem galaktycznej społeczności był jednak taki, w którym wiele układów światów rozwinęło się niezależnie, weszło ze sobą w konflikt, eksterminowało się nawzajem, stworzyło wielkie federacje i imperia, co jakiś czas pogrążało się w chaosie społecznym i stopniowo kierowało się ku utopii. Niektóre już osiągnęły ten cel, choć podszyty goryczą. Inne wciąż ku niemu kuśtykały. Jeszcze inne tak wyniszczyły wojny, że zdawało się, że na dobre ugrzęzły. Do takiego rodzaju należałaby nasza galaktyka, gdyby nie pomoc symbiontów.
Do tego opisu sytuacji w galaktyce warto dodać dwie kwestie. Po pierwsze, istniały pewne bardzo zaawansowane społeczności galaktyczne, które telepatycznie obserwowały całą historię naszej i innych galaktyk. Po drugie, w pewnej liczbie galaktyk gwiazdy niedawno zaczęły nieoczekiwanie eksplodować i niszczyć krążące wokół nich światy.
2. Katastrofa w naszej galaktyce
Podczas gdy nasza galaktyczna wspólnota światów udoskonalała swoje telepatyczne zmysły, a jednocześnie ulepszała swoją strukturę społeczną i materialną, nieoczekiwane katastrofy, które zaobserwowaliśmy już z bliska, zmusiły ją do skupienia się na ochronie życia swoich światów.
Pierwszy wypadek nastąpił podczas próby zmiany naturalnego kursu gwiazdy i skierowania jej ku podróży międzygalaktycznej. Telepatyczny kontakt z najbliższą z obcych galaktyk był dość stabilny, ale, jak wspomniałem, uznano, że fizyczna wymiana światów będzie wyjątkowo cenna dla wzajemnego zrozumienia i współpracy. Poczyniono więc plany wysłania kilku gwiazd wraz z ich układami planetarnymi poprzez ocean przestrzeni kosmicznej oddzielający te dwie wyspy cywilizacji. Podróż miała oczywiście trwać tysiące razy dłużej niż jakakolwiek do tej pory. W chwili jej ukończenia wiele gwiazd w każdej galaktyce zdążyłoby już zgasnąć i koniec wszelkiego życia w kosmosie byłby już w zasięgu wzroku. Uważano jednak, że przedsięwzięcie połączenia w ten sposób różnych galaktyk w kosmosie usprawiedliwione byłoby zwiększeniem wzajemnego zrozumienia w ostatniej, trudnej fazie kosmicznego życia.
Po wstępnych eksperymentach i wyliczeniach podjęto pierwszą próbę podróży międzygalaktycznej. Jako rezerwuaru energii, zarówno normalnej, jak i subatomowej, użyto pewnej pozbawionej planet gwiazdy. Dzięki sprytnym urządzeniom znacznie wykraczającym poza moje pojęcie to źródło mocy skierowano na wybraną gwiazdę oplecioną planetami w taki sposób, aby wypchnąć ją stopniowo ku obcej galaktyce. Dopilnowanie, aby jej planety pozostały na swoich orbitach podczas tej operacji i podczas dalszego przyspieszania ich słońca wymagało znacznej precyzji, ale udało się tego dokonać bez zniszczenia kilkunastu światów. Niestety, gdy tylko gwiazda obrała odpowiedni kurs i zaczęła nabierać prędkości, eksplodowała. Kula żaru rozszerzająca się od słońca z niesamowitą prędkością pochłonęła i zniszczyła wszystkie planety. Następnie gwiazda znów się uspokoiła.