Nie uczy się po angielsku trochę z lenistwa, a więcej jeszcze z nienawiści do tego narodu. Charakter francuski tak różni się od charakteru amerykańskiego, że Francuzi w żaden sposób nie mogą sympatyzować z narodem Nowego Świata; nudzą się w Ameryce, źle im tu. Całą ich rozrywką jest krytykować tutejsze obyczaje, zwyczaje, ludzi i rzeczy.
Ale za to w interesach Amerykanie biorą górę i umieją wyprowadzić w pole Francuza. Ten ostatni, nawet najchciwszy zysku w porównaniu z Amerykaninem, nazywany być może człowiekiem niesłychanie bezinteresownym.
Jeżeli kolonia moich rodaków nie jest najbogatsza, to natomiast jest najpoczciwsza, najszlachetniejsza.
Mamy tu również towarzystwo, kółko familijne, z kobiet i mężczyzn złożone. Nazywa się Harmonie Club. Zgromadzają się w nim całe rodziny. Jest wspólny stół, gdzie członkowie mogą jeść obiad, jest to salon do czytania, sala bilardowa, sala balowa, gdzie czasami tańczą, bez ceremonii i zbytku. Powinny by się i w Europie urządzać podobne towarzystwa. Zabawa byłaby serdeczniejsza; znaczna sumka od wszystkich dozwoliłaby za tanie pieniądze zjeść doskonały obiad, korzystać z bogatej biblioteki i z pięknych salonów. Ojcowie i mężowie graliby w bilard, a przez ten czas kobiety rozmawiałyby lub grały.
Prócz tych dwóch części miasta jest jeszcze trzecia, włoska; policja nie śmie tam nosa wetknąć, a mieszkańcy tej dzielnicy mogą się bić, zabijać, jak im się tylko podoba.
Jest nawet część miasta chińska!
Około tysiąc pięciuset Chińczyków osiadło w Nowym Jorku. Zebrali się w jeden punkt i tworzą mały osobny kraik; wszyscy prawie pożenili się z Irlandkami. Jeżeli mamy wierzyć podróżnikom piszącym o Chinach... kobiety są niewolnicami w Niebiańskim Cesarstwie i mężowie bardzo się źle z nimi obchodzą. Chińczycy osiedli w Nowym Jorku są natomiast mężami wzorowymi: łagodni, ulegli dla żon, wierni, stali, pracują z zapałem i zadziwiającą zręcznością.
Dawne rodziny holenderskie i angielskie stanowią tu rodzaj przedmieścia Saint-Germain32 Nowego Jorku.
Widzieć się tam daje prosta i serdeczna gościnność dawniejszych panów; żyją tylko ze sobą, przypuszczając niekiedy do swego kółka znakomitych cudzoziemców; wśród nich oddycha się wonią dobrego towarzystwa.
Część miasta w bliskości ulic nadbrzeżnych zamieszkana jest przez kupców i rzemieślników.