Zabawnie było słyszeć to wszystko.

„Journal of Commerce” prowadzi dwóch Amerykanów: pan Prime z Nowego Jorku i pan Stone z Massachusetts.

W wieczornych dziennikach żywioł cudzoziemski nie tylko nie panuje, ale nawet nie istnieje.

„Evening Post” ma za dyrektora dziekana poetów i dziennikarzy w Stanach Zjednoczonych, pana Bryanta, urodzonego w Massachusetts. Pan Bigelow, długo będący jego wspólnikiem, urodził się w Nowym Jorku.

Dziennikarze w Ameryce mogą ubiegać się o najpierwsze urzędy, szczególniej w dyplomacji. I tak pan Bigelow porzucił „Evening Post” dla objęcia godności przedstawiciela swego kraju w Paryżu jako minister.

Pan Webb, którego dziennik „Le Courrier” zlał się w jedno z „Worldem”, zajmował przez kilka lat urząd ministra amerykańskiego w Brazylii. Pan Julluan, dziennikarz demokratyczny, był ministrem w Chinach. Pan Pike, dziennikarz republikański, był ministrem w Hadze; a Jay „z Tribune” długo pełnił to samo urzędowanie we Włoszech.

Na koniec James Gordon Bennett był mianowany przez Lincolna79 ministrem w Paryżu, ale nie przyjął tej godności.

Aby być dziennikarzem w Ameryce, trzeba mieć wysoką naukę, znać gruntownie politykę, jako też historię nowożytną wszystkich krajów Europy; obowiązani są umieć po francusku i po niemiecku; wielu z nich mówi po hiszpańsku i po włosku.

Panowie Karol Dana, Raymond, Hurlbert i Horacy Greeley wyszli z uniwersytetów Cambridge i Rochester; wszyscy prawie zwiedzili Europę, badali jej prawa i zwyczaje.

Amerykanin jest praktyczny. Time is money. Czyta jedynie to, co może mu przynieść jakąkolwiek korzyść.