XIII: Kobieta i mężczyzna wnoszą równy wkład w utrzymanie organów bezpieczeństwa publicznego i wydatki administracyjne, kobieta uczestniczy we wszystkich uciążliwych obowiązkach, ponosi ciężary na rzecz państwa3 i z tego tytułu powinna mieć prawo do części w rozdziale stanowisk, urzędów, posad, honorów i zawodów.

XIV: Obywatelki i Obywatele mają prawo stwierdzić sami lub przez swoich reprezentantów konieczność podatków publicznych. Obywatelki mogą zostać nimi objęte tylko na zasadach równego podziału nie tylko majątków, ale także stanowisk w administracji publicznej i gdy będą miały możność określenia wysokości, podstawy, pokrycia i czasu płacenia podatku.

XV: Ogół kobiet, sprzymierzonych w sprawie podatków z ogółem mężczyzn, ma prawo domagać się rozliczenia od każdego urzędnika publicznego z jego pracy.

XVI: Żadne społeczeństwo, które nie może zagwarantować praw ani wyżej określonego rozdziału władzy, nie posiada konstytucji. Konstytucja nie ma ważności, jeśli większość jednostek, które tworzą Naród, nie uczestniczyła w jej redagowaniu.

XVII: Własność należy do wszystkich bez względu na płeć, czy trwają w związku czy w separacji, wszyscy mają do niej niepodważalne i święte prawo, nikt nie może zostać jej pozbawiony, gdyż jest ona prawdziwym dziedzictwem natury, chyba że nagła konieczność publiczna, stwierdzona zgodnie z prawem, wyraźnie tego wymaga oraz pod warunkiem sprawiedliwego uprzedniego odszkodowania.

Zakończenie: Kobieto, obudź się! W całym wszechświecie rozum bije na alarm. Próba przywrócenia przeze mnie stabilnej, godnej i sprawiedliwej sytuacji traktowana jest dzisiaj jako paradoks i jako pragnienie rzeczy niemożliwej. Zostawiam ludzkości na przyszłość zasługę płynącą z opracowania tych zagadnień — w międzyczasie można przygotować jej nadejście przez edukację narodową, odnowę obyczajów i umowy małżeńskie.

Forma kontraktu społecznego między mężczyzną i kobietą

„My N. i N., zgodnie z naszą własną wolą, łączymy się do końca życia, by trwała nasza wzajemna skłonność, na następujących warunkach: żądamy i pragniemy korzystać z naszego majątku wspólnie, rezerwując sobie jednak prawo do jego podziału na korzyść naszych dzieci oraz innych osób, z którymi mogą nas łączyć jakieś szczególne więzy; uznajemy wspólnie, że nasze dobra należą bezpośrednio do naszych dzieci, niezależnie od tego, z jakiego łoża pochodzą, a wszystkie dzieci bez różnicy mają prawo do noszenia nazwiska ojców i matek, którzy się do nich przyznali — domagamy się objęcia nas prawem, które karze lekceważenie własnej krwi. Zobowiązujemy się także, w przypadku separacji, dokonać podziału majątku i odpisać odpowiednią część na rzecz dzieci, wskazaną przez prawo; w przypadku zaś związku doskonałego, takiego, który trwa aż do śmierci, zrzec się połowy własności na rzecz dzieci; gdy zaś jeden z małżonków umrze bezdzietnie, drugi jest prawowitym dziedzicem, o ile zmarły małżonek nie rozporządził inaczej przynależną mu połową majątku na rzecz osoby przez siebie wybranej”.

Oto mniej więcej formuła aktu małżeńskiego, którą wprowadzić proponuję. Już widzę, jak po lekturze tego niezwyczajnego pisma podnoszą się przeciwko mnie świętoszki, purytanki, duchowni i ich wszyscy piekielni poplecznicy. Ileż ten akt oferuje ludziom mądrym moralnych środków, aby osiągnąć zdolność do doskonałości szczęśliwego rządu! W kilku słowach postaram się przedstawić dowody. Bogaty, bezdzietny epikurejczyk4 uznaje za lepsze udać się do biednego sąsiada, aby powiększyć rodzinę. Od kiedy będzie istniało prawo umożliwiające żonie biedaka oddanie dzieci w adopcję bogatemu, więzy społeczne będą bardziej zacieśnione, a obyczaje bardziej poprawne. To prawo zabezpieczy z pewnością dobro wspólnoty i powstrzyma rozpad porządku, co tyle ofiar przywodzi dziś do przytułków hańby, upadku i degeneracji zasad humanitarnych, gdzie od dawna słychać jęki natury. Niech więc przeciwnicy tej zdrowej filozofii przestaną protestować przeciwko pierwotnym obyczajom i niech sięgną do źródeł własnych cytatów5.

Domagam się ponadto prawa, które uprzywilejowałoby wdowy i panny zwiedzione fałszywymi obietnicami mężczyzny, z którym się związały: powiedziałabym, że chcę, aby to prawo zmuszało mężczyznę niestałego do dotrzymania jego zobowiązań lub wypłacenia odszkodowania proporcjonalnego do jego majątku. Chciałabym także, aby prawo to było surowe wobec kobiet, zwłaszcza tych, które mają śmiałość uciekać się do prawa, które same naruszyły przez złe prowadzenie się, jeśli jest na to dowód. Chciałabym równocześnie, jak to już przedstawiłam w Pierwotnym szczęściu człowieka w 1788 roku, aby prostytutki zostały umieszczone w oznaczonych dzielnicach. To nie prostytutki przyczyniają się najbardziej do zepsucia obyczajów, lecz kobiety z towarzystwa. Czy poprawiając jedno, zmieniamy drugie? Łańcuch związków braterskich spowoduje najpierw bałagan, ale w następstwie wytworzy doskonałą całość.