— Mój panie, widzę, że masz szatę i berło, ale gdzie twoja korona?
A królewicz zerwał gałązkę dzikiej róży pnącej się po balkonie.
Zgiąwszy ją, utworzył obręcz, którą włożył na głowę.
— To będzie moja korona — odpowiedział.
A następnie, tak przyodziany, wyszedł ze swej komnaty i udał się do Wielkiej Sali, gdzie oczekiwali go szlachetnie urodzeni.
A na jego widok wśród zgromadzonych wybuchł śmiech i niektórzy wołali:
— Panie, ludzie czekają na króla, a ty ukazujesz im żebraka.
Jeszcze inni byli rozgniewani i mówili:
— Przynosi hańbę naszemu państwu i nie jest godny nam panować.
Ale on minął ich bez słowa i zszedł po porfirowych schodach. Wyszedł z pałacu przez bramę z brązu, dosiadł konia i pojechał do katedry, a młody paź biegł u jego boku.