— O zachodzie słońca zatańczymy więc razem w pewnym tajemnym miejscu, a potem powiesz mi to, co chcę wiedzieć — powiedział rybak, jednak ona pokręciła przecząco głową.
— Tylko o pełni księżyca, tylko o pełni księżyca — mruknęła i zaczęła rozglądać się badawczo, nasłuchując. Niebieski ptak wyleciał z krzykiem z gniazda i zatoczył koło nad wydmami, a trzy inne nakrapiane ptaszyny zaszeleściły wśród szorstkich, szarych traw, pogwizdując do siebie. Słychać było tylko ich śpiew i odgłos fal gładzących kamyki. Wiedźma przyciągnęła rybaka do siebie i zbliżyła suche wargi do jego ucha.
— Musisz dzisiaj stawić się na szczycie góry — wyszeptała. — Dziś jest sabat i On na nim będzie.
Młody rybak wpatrywał się w nią przez chwilę, aż roześmiała się, ukazując białe zęby.
— Kim jest ten, o którym mówisz? — zapytał.
— To nie ma znaczenia — odparła. — Przyjdź dziś na sabat i czekaj pod gałęziami grabu na moje przybycie. Jeśli nadbiegnie w twoją stronę czarny pies, uderz go witką wierzbową, a ucieknie. Jeśli przemówi do ciebie sowa, nie odpowiadaj. Gdy księżyc będzie w pełni, przyjdę do ciebie i zatańczymy razem na trawie.
— Czy przysięgasz, że powiesz mi, jak mam odprawić swą duszę? — zapytał.
Wiedźma stanęła na słońcu, a wiatr szumiał w jej rudych włosach.
— Przysięgam na koźle kopyta — odpowiedziała.
— Jesteś najwspanialszą z wiedźm! — zawołał młody rybak. — Na pewno zatańczę z tobą dziś na szczycie góry. Wolałbym, byś poprosiła mnie o srebro czy złoto. Taka jest jednak twa cena i z pewnością ją otrzymasz, bo jest to rzecz niewielka.